wtorek, 7 marca 2017

Rozdział XXXIII -"Jak będę w ciąży, o ile kiedykolwiek będę, dowiecie się o tym, nawet wcześniej niż domniemany ojciec."

9 komentarzy:

   Kwiecień 2017 r.
Warszawa, Polska.


       Artur Jędrzejczyk z miłością odbijającą się w tęczówkach, wpatrywał się w śpiącą w drewnianym łóżeczku, jego sześciodniową córeczkę. Antonina Teodorczyk rozkochała w sobie nie tylko swojego ojca. Personel szpitala, w którym przyszła na świat od razu zakochał się w córce polskiego piłkarza i asystentki prezesa Bońka. I choć oni nie darzyli się miłością, to mała dziewczynka była jedynym co mogłoby to zmienić. Przyjaciele rodziców małej dziewczynki mieli cichą nadzieję, że Artur i Kasia w końcu staną na ślubnym kobiercu z miłości, a nie z przymusu. Piłkarz oparł dłonie o szczebelki drewnianego łóżeczka i z uśmiechem na twarzy westchnął wpatrując się w owoc jednej, jedynej upojnej nocy z Woźnicką. Od dziewięciu miesięcy próbował bić się z myślami, wyrzucać z siebie uczucia, które dobijały się do jego serca. Poprawił kolorową kołderkę, przykrywając swój skarb nieco szczelniej, tak żeby niemowlak nie zmarzł podczas snu. 
-Nie idziesz spać? - drgnął słysząc cichy szept Kasi nad swoim uchem. Woźnicka razem z ich córeczką wróciła ze szpitala dwa dni temu, jednak nadal wydała się być zmęczona porodem. Podkrążone oczy, blada twarz, wypłowiałe włosy i chęć snu sprawiały, że nie chciała wychodzić ze swojego pokoju w małym, jednorodzinnym domu na obrzeżach Warszawy. 
-Zaraz pójdę. - odpowiedział kierując swój wzrok na kobietę. Blondynka niepewnie skrzyżowała je ze sobą. Bała się spojrzeć w jego oczy. Jej przyjaciele dobitnie dali jej do zrozumienia, że coś się w nich zmieniło. Ona również się zmieniła, tylko nie wiedziała jak miałaby to wszystko wyglądać.
-To może zrobię Ci herbaty? - zaproponowała. Jędrzejczyk uśmiechnął się delikatnie kiwając dziewczynie z aprobatą głową. Lekko położyła dłoń na jego ramieniu, po czym wyszła z pokoju, który zagospodarowali dla ich małej córeczki. Gdy cicho zamknęła drzwi do pokoju, oparła o nie głowę. Chciała nie dopuszczać do siebie uczuć, które od pewnego czasu ewidentnie chciały przebić się do jej serca. 
    Postawiła jasny czajnik na włączonej płycie indukcyjnej. Do dwóch kolorowych, porcelanowych kubków wrzuciła dwie saszetki owocowej herbaty, po czym zalała je gorącą, wręcz wrzącą głową. Wsypała do kubków po dwie łyżeczki cukru, po czym postawiła je na blacie małego, drewnianego stołu stojącego nieopodal ciemnych drzwi ze szklanymi szybami. Usiadła na jednym z trzech krzeseł i obejmując gorący kubek swoimi dłońmi zaczęła myśleć nad wszystkim co usłyszała od przyjaciół, ale i o tym co sama czuła. Dotąd sądziła, że Jędrzejczyk jest zimnym, perfidnym chamem, który myśli tylko o rozrywkach. Od ich wspólnej nocy wszystko zaczęło się zmieniać. Zaczęła dostrzegać w nim wiele pozytywnych cech. Miała również wyrzuty sumienia odnośnie tego, że źle go oceniła. Bardzo źle go oceniła. Chciałaby to zmienić, nie wiedziała jednak w jaki sposób miałaby to zrobić. 
-Chłopaki przyjadą w niedzielę, jeśli to nie problem. - głos Artura wyrwał Kasię z zamyślenia. Blondynka podniosła głowę wbijając wzrok w szatyna, który po krótkiej chwili zajął miejsce na drewnianym krześle, na przeciwko niej. 
-Wiem, Agata dzwoniła. - powiedziała po chwili wpatrując się uporczywie w parę wodną, która unosiła się znad porcelanowego kubka. 
-Powinnaś odpocząć, ten poród Cię wykończył. - przygryzła wargę, przymykając na chwilę powieki. Nie wiedziała jak powinna z nim rozmawiać, jak miała bić się z myślami, które coraz częściej kierowały się do osoby piłkarza. Bała się, że uczucia znów wezmą górę. 
-Lilka z Julką i Marysią mają jutro przyjechać, zająć się Tosią, gdy będziesz na treningu. - odpowiedziała mu, niepewnie zatrzymując wzrok na jego twarzy.  Gdy obwieściła mu, że jest w ciąży od razu, bez namysłu zadeklarował, że się nią zajmie. Nie zmuszała go do tego, sam się zadeklarował. Zaimponował jej tym. 
-To dobrze. - dodał nie odrywając od niej wzroku. 


-Normalnie można się w niej zakochać. - powiedziała Julia biorąc na ręce malutką dziewczynkę, córkę Kasi i Artura. Liliana Kozłowska uśmiechnęła się podając swojej córce, trzyletniej Berenice, świeżo wyciskany sok z marchewek. Julia i Marysia były pierwszymi osobami, którym wyjawiła swój mały sekret. Nie było jej łatwo pozbierać się po tym wszystkim co przeszła. I za pewne gdyby nie pomoc Kasi i jej ciotki w życiu nie udałoby się jej pogodzić wychowywanie córeczki, opłacanie rachunków i pracę, której nie chciała tracić. Osobom, które znała nie potrafiła wyjawiać swoich życiowych tajemnic. Nie miała w zwyczaju obarczać ludzi swoimi problemami. 
-To prawda. - dodała po chwili, gdy mała Berenika z pluszowym misiem przyciśniętym do klatki piersiowej skierowała się do Julii trzymanej w swoich ramionach córkę piłkarza i blondynki. 
-Nie sądzisz, że dobrze by było gdyby w końcu przejrzeli na oczy? - zapytała Julia wkładając małą dziewczynkę do wózka stojącego w salonie domu Jędrzejczyka. 
-Dobrze by było, ale to ich życie i my nic nie możemy zrobić. - odpowiedziała jej Liliana sadzając sobie na kolana swoją trzyletnią córkę, która na samym początku już polubiła koleżanki swojej mamy. 
-Soku? - zapytała Marysia wychodząc z kuchni z tacą zapełnioną szklankami oraz dzbankiem soku pomarańczowego. Obie kobiety uśmiechnęły się widząc lekarkę. Zaraz po tym jak Kasia zadzwoniła do nich z prośbą o pomoc postanowiły rzucić  wszystko i pojechać do Warszawy, aby pomóc świeżo upieczonej matce z opieką nad małą córeczką. 
-Dziękujemy. - odpowiedziały uśmiechając się do siostry Fabiańskiej. Marysia położyła tacę na szklanym blacie stolika i usiadła na jednym z dwóch foteli dopasowanych do sofy stojącej pod ścianą. 
-O czym rozmawiałyście? - zapytała nalewając do szklanki niedużą ilość soku, który przyniosła z kuchni domu zamieszkałego przez Kasię, Artura i małą Tosię. Ona, jako najlepsza przyjaciółka Kasi miała największe nadzieje na to, że Woźnicka w końcu przejrzy na oczy i zdecyduje się na związanie z Jędrzejczykiem już na dobre. Nie tylko ze względu na małą Antoninę. 
-O Kasi i Arturze. - powiedziała Julia uśmiechając się do Bereniki wpatrzonej w misia, którego dała szatynce chwilę wcześniej. 
-Dajmy im czas. - odparła kiwając lekko głową. Zazdrościła macierzyństwa zarówno Kasi, jak i Lilianie. Nie traciła nadziei, i wierzyła, że niedługo będzie mogła tak jak one przytulać do siebie małe dziecko, które pokocha już w momencie, w którym dowie się o jego istnieniu. 
-A co słychać u pani Grażynki? - zapytała w pewnym momencie Julia wywołując delikatny, ale szczery uśmiech na twarzy blondynki. Z mamą Grzegorza utrzymywała stały kontakt, nawet częstszy niż z samym piłkarzem. Bardzo ją polubiła, stawiając ją na drugim miejscu, zaraz po swojej rodzicielce. 
-Super. Mała ma już trzy miesiące. - odpowiedziała z uśmiechem na ustach. Obie dziewczyny wymieniły się porozumiewawczymi spojrzeniami. Wszyscy widzieli jak traktuje Krychowiaka i nawet mieli wrażenie, że coś między nimi jest. 
-Krycha ma szczęście. - dodała po krótkiej chwili, cicho, tak jakby jedynie do siebie. Kowalczyk oddała misia córeczce Liliany, po czym przysiadła obok Marysi obejmując ją przyjacielskim ramieniem. 
-Zobaczysz zostaniesz mamą. Będziesz miała gromadkę dzieci, a Krycha Ci w tym pomoże. - Fabiańska rzuciła Julii pełne politowania spojrzenie, po czym cała trójka wybuchła śmiechem sprowadzając na dół odpoczywającą dotąd Kasię. 
-A wy co takie szczęśliwe? - zapytała Woźnicka a wszystkie pary oczu wbiły się w jej osobę. 


 -Kto z was gotował, bo na pewno nie Jędza. - odparł Sławomir Peszko odkładając talerz do zlewu. Kasia, która w towarzystwie Marysi i Julii siedziała w kuchni, jedynie uśmiechnęła się do przyjaciela Artura. 
-Zosia. - odpowiedziała Julia z uśmiechem na twarzy, wyciągając z lodówki kawałek kremówki, który leżał osamotniały na półce w lodówce. Sławek zmarszczył brwi dostrzegając leżące na stole w kuchni ogórki kiszone. Uśmiechnął się do nich i po chwili wyszedł z kuchni wracając do salonu, w którym siedziała większość reprezentacji Polski. 
  Wyraz twarzy Peszko zaciekawił wszystkich poczynając od Jędrzejczyka a kończąc na Zielińskim śmiejącym się z czegoś razem z Milikiem. 
-A Tobie co? - zapytał Lewandowski marszcząc brwi. 
-Kuba a ty jesteś pewien, że Twoja siostra nie ukrywa nic przed Tobą? - zapytał sprawiając, że wszyscy z zainteresowaniem wbili w niego zaciekawione spojrzenia. Szczególnie Błaszczykowski i Milik. 
-Co masz na myśli? - odpowiedział pytaniem na pytanie Sławka. 
-Zachowuje się zupełnie tak, jakby miała za jakiś czas oznajmić Ci, że zostaniesz wujkiem. - po słowach Peszko, Błaszczykowski zrobił wielkie oczy. Tak jak i reszta reprezentacji. Łukasz siedzący obok Kuby pomagał mu znaleźć tlen potrzebny do oddychania, bo wyraźnie mu go brakowało. 
-Milik ty wiesz coś na ten temat? - Arek zadławił się napojem, który wcześniej znalazł się w jego ustach. Takiego pytania ze strony Błaszczykowskiego się nie spodziewał. Był jedynie przyjacielem dziewczyny. 
-No wiesz co! - oburzył się. Z Julią nie łączyło go nic więcej, niż tylko klub, w którym grali i mieszkanie, w którym mieszkali. Całował ją jeden raz i więcej tego nie zrobił, choć nawet tego chciał. Przyjaźń z dziewczyną była dla niego ważniejsza i nie chciał jej zniszczyć, mając na uwadze to, że ona może nie podzielać jego uczuć. 
-Czego się drzecie, bałwany? - zapytała siostra Kuby stając w progu salonu. Omiotła ich morderczym spojrzeniem i gdyby owe działało, piłkarze reprezentacji leżeliby już martwi na posadzce salonu domu na obrzeżach stolicy. 
-Julcia, a ty nie masz mi czegoś do powiedzenia? - zapytał Kuba stając obok Arka, który nadal bił się z myślami. Czyżby jednak Kowalczyk coś przed nim ukrywała? Może jej znajomość z Rafael'em to nie tylko przyjacielskie stosunki? 
-Mam. - odpowiedziała wbijając swój wzrok w przyjaciela i brata. Wymienili się spojrzeniami przełykając głośno ślinę. 
-A chociaż znam go? - zapytał niepewnie. Julia zmarszczyła brwi słysząc słowa swojego przyrodniego brata. Była bowiem ciekawa na jak debilny pomysł chłopcy wpadli tym razem. 
-Kogo? 
-No tego, który Ci go zmajstrował. - odpowiedział jej Peszko. 
-Kogo zmajstrował? Coście ćpali, bo musieliście coś brać, albo pić. - odparła przewracając oczami. 
-Dziecko. - powiedział w końcu Arek ciekaw odpowiedzi jakiej udzieli mu Julia. Reakcji Kowalczyk jednak się nie spodziewali. Dziewczyna bowiem zaśmiała się, pukając palcem w czoło.
-Wy myśleliście, że jestem w ciąży? - zapytała z politowaniem na nich spoglądając. Ich miny jasno dały jej do zrozumienia, że nie potrzebuje słyszeć odpowiedzi, którą dobrze zna. 
-Jak będę w ciąży, o ile kiedykolwiek będę, dowiecie się o tym, nawet wcześniej niż domniemany ojciec. - odpowiedziała uśmiechając się do niech szeroko i sztucznie. Odwróciła się na pięcie i wróciła do kuchni, w której zostawiła przyjaciółki. 
-Jak ty z nią wytrzymujesz, dzieląc z nią mieszkanie? - zapytał Arka wzdychając. Milik jedynie wypuścił głośno powietrze, co spotkało się z chichotem jego kumpli z drużyny. Prawdą było to, że Kowalczyk czasami zachowywała się jakby była w ciąży. Miała wahania nastrojów, których on nie był  w stanie znieść, co kończyło się tym, że wychodził pobłąkać się do Barcelonie w towarzystwie Rafinhy i Neymar'a. Pocieszali go, że pewnego dnia wszystko się zmieni. On jednak w to nie wierzył.
-Nie jest łatwo, ale jeszcze żyje. - powiedział obejmując Kubę ramieniem i uśmiechając się do niego. 
-Spokojnie, państwowy pogrzeb masz jak w banku. - całe towarzystwo wybuchnęło śmiechem słysząc komentarz Błaszczykowskiego. 
-Słyszałam i gwarantuje, że obu was pochowam pod dyktą na polu. - dodała wyglądając zza ściany oddzielającej kuchnię od salonu. 
-Spokojnie panowie, Julka ma gorszy dzień. - skomentowała Marysia uśmiechając się w ich kierunku. Kowalczyk natomiast obdarzyła ją morderczym spojrzeniem, tym samym, którym obdarzyła chwilę wcześniej Arka Milika i Kubę Błaszczykowskiego. 


    -Jak odnajdujesz się w Sevilli? - zapytała Marysia, gdy w kuchni, w której kończyła zmywać naczynia po obiedzie. W salonie było już coraz mniej gości, którzy ze względu na małą Antoninę, potrzebującą spokoju postanowili się ulotnić. 
-Na pewno lepiej niż w Paryżu. - odpowiedział siadając na drewnianym krześle, stojącym przy stole, na którym stało kilka szklanek, woda mineralna, dzbanek soku i patera z ciastem przygotowanym poprzedniego wieczora przez Kasię. 
-A ty jako ordynator jak funkcjonujesz? - spytał podciągając nogi pod brodę. Marysia wytarła wilgotne dłonie w kolorową ścierkę kuchenną i odwróciła się w jego kierunku. Posłała mu delikatny uśmiech, opierając się o ciemny, kuchenny blat. 
-Nie narzekam, choć nie ukrywam, że nie mam nawet czasu na to, żeby porządnie się wyspać. - zaśmiała się, uważnie się mu przyglądając. Nie mówiła o tym otwarcie, ale tęskniła za nim. Zaprzyjaźniła się z nim, w jego towarzystwie było jej wyjątkowo dobrze, z czego zdawała sobie sprawę dopiero w momencie, w którym nie było go obok niej. 
-Mama mówiła, że zgodziłaś się być matką chrzestną małej. - piłkarz zaczął bawić się skrawkiem obrusu, który swobodnie leżał na blacie drewnianego stołu. Blondynka nieco poszerzyła swój uśmiech na samo wspomnienie pani Grażynki. Kobieta już jakiś czas temu zaproponowała jej, aby ta została mamą chrzestną ich pierwszej córki, a zarazem trzeciego dziecka. Zarówno mama Grzegorza, jak i jego ojciec obawiali się nieco tego czy podołają przeciwnością jakie czekają na nich, po tym jak na świecie pojawi się ich kolejna latorośl. 
-Zgodziłam. - odpowiedziała mu.
-Może odwiedziłabyś mnie w Sevilli, gdybyś znalazła czas? - zaproponował. Po krótkiej chwili dziewczyna pokiwała mu lekko głową, uśmiechając się uroczo. Przydadzą jej się wakacje, była tego pewna w stu procentach.



-Nadal jesteś na mnie zła? - zapytał Arek próbując porozmawiać z Julią, która od czasu popołudniowej wymiany zdań chodziła po domu Artura i Kasi naburmuszona. Również teraz, gdy szli jedną z warszawskich ulic nie obdarzyła go nawet przelotnym spojrzeniem. Nie ukrywał tego, że taki obrót spraw mu nie pasował. Nie odpowiedziała.
-Julka mówię do Ciebie. - kolejna jego próba spełzła na niczym, bo szatynka odwróciła głowę w inną stronę rozglądając się po ruchliwej, warszawskiej ulicy. Do odlotu samolotu, którym mieli wrócić do Barcelony, mieli jeszcze kilka godzin, więc mogli pozwolić sobie na włóczenie po stolicy.
-Mówię do Ciebie! - warknął, tym razem zagradzając dziewczynie drogę. Tym razem postanowiła odpuścić, wiedząc, że Milik nie da za wygraną.
-Nie jestem na Ciebie zła. Po prostu chyba dogadujesz się lepiej z Kubą niż ja. - powiedziała z wyrzutem w głosie i spojrzeniu. Nie sądził, że jego przyjaciółce przeszkadzają jego dobre kontakty z byłym kapitanem reprezentacji. Dużo mu zawdzięczał, znalazł w nim oparcie, więc jego stosunki względem niego były oczywiste. Nie sądził jednak, że Julii ten fakt tak bardzo przeszkadza.
-Spójrz na mnie mała... - uniósł jej podbródek tak, żeby poczuć na swojej twarzy jej wzrok. Uśmiechnął się do niej lekko, mając nadzieję, że dziewczyna uważnie go wysłucha i nie zrozumie opacznie jego zachowania. 
-...Kuba bardzo mi pomógł, dzięki niemu jestem tu, gdzie jestem. Jest dla mnie jak ojciec i tak mnie traktuje. Jestem mu za to wdzięczny. Zawsze będzie częścią mojego życia, ale nie chcę stawać na drodze waszych relacji. To jest Twój brat, nie mój. - zacisnął mocniej jej dłonie, zamykając je w swoich. Błądziła wzrokiem po jego twarzy, bijąc się z myślami, które kłębiły się w jej głowie. Była zazdrosna o jego relacje z braćmi Błaszczykowskimi, bo zarówno Jakub, jak i Dawid często o nim mówili i wspominali go w praktycznie, każdej rozmowie, którą z nią prowadzili. 
-Ja po prostu nie umiem powiedzieć mu jak dużo dla mnie znaczy. Ty też dla mnie dużo znaczysz, ale ja boję się, że znowu stanie się coś, co zabierze mi to, co mam. Nie chcę znów wszystkiego stracić. Nie dałabym rady znów podnieść się po takim ciosie. - w jej oczach pojawiły się łzy. Arkadiusz bez myślenia przytulił ją do siebie. Nie wiedział bowiem, że dziewczynie jest aż tak ciężko. W tym momencie utwierdził się w przekonaniu, że musi być obok niej bez względu na wszystko. 






♦♦♦


kilka słów ode mnie...

Nie było mnie tutaj dwa miesiące i dwa dni, nad czym bardzo ubolewam. Gdzieś zgubiłam pomysł na dokończenie wątków naszych bohaterów, jednak po woli, gdzieś zaczynam odnajdywać te wszystkie pomysły, które jeszcze na początku tej historii sypały się w mojej głowie. Również czas, nie grał na moją korzyść. Nie chcę się wam usprawiedliwiać, bo wiem, że to mi w niczym nie pomoże. Zawiodłam was i jestem tego świadoma. Mam nadzieję, że jednak mi wybaczycie. Jeden z komentarzy, który przeczytałam pod jednym z postów, sprawił, że postanowiła tutaj wrócić. Chcę dokończyć tę historię i to się nie zmieni, nawet na chwilę. Postaram się kolejny rozdział dodać, albo w sobotę, albo na początku przyszłego tygodnia. Nie spocznę, dopóki nie wstawię tutaj epilogu tej historii.

Dziękuję za to, że mimo wszystko tu jesteście, czytacie, komentujecie. Nawet nie wiecie ile znaczy dla mnie ten fakt. Bardzo was za to kocham i nic tego nie zmieni.  

Pozdrawiam was bardzo, bardzo, bardzo gorąco.
Buziaczki. 
Evie. ♥