piątek, 2 czerwca 2017

Rozdział XXXVII - "Nie wierzę."

7 komentarzy:
Czerwiec 2017 r.



Warszawa.


-Kuba nie denerwuj się! - krzyk Piszczka rozniósł się po całym hotelu "Double Tree by Hilton Warsaw". Robert Lewandowski, który właśnie zamierzał wejść do pokoju duetu Błaszczykowski - Piszczek odskoczył od drewnianych drzwi jak poparzony wpadając na idącego za nim Jędrzejczyka. Drzwi pokoju numer 201 z głośnym hukiem uderzyły w boczną ścianę korytarza a w progu dzielącym korytarz i pokój stanął wkurzony jak hiszpański byk Jakub Błaszczykowski. Stojący za nim Piszczek jedynie postarał się o przymknięcie powiek, trwające dosłownie ułamki sekund. Nie sądził bowiem, żeby jego przyjaciel na wieść o związku siostry z Milikiem dostał aż takiego szału. Zawsze wydawało mu się, że Kuba lubi Arka. 
-Zabije! - wysyczał i jakby w transie skierował swoje kroki do pokoju Arkadiusza, w którym nie świadomy niczego piłkarz wraz z Piotrem Zielińskim i Łukaszem Teodorczykiem pochłonięci byli śledzeniem kolejnych, interesujących ich profili znajomych na portalu społecznościowym. Robert spojrzał nieco przestraszonym spojrzeniem na Łukasza, który jedynie westchnął głośno odprowadzając przyjaciela wzrokiem. 
-Nie lubi dowiadywać się o istotnych rzeczach jako ostatni. - uprzedził pytanie Lewandowskiego i zdecydowanie zrezygnowany poczłapał w kierunku pokoju numer 185 znajdującego się na piętrze poniżej. 
-Idziemy zapobiec rzezi niewiniątek? - zapytał Artur, patrząc ze strachem na Roberta. Kapitan reprezentacji bez zbędnego namysłu pokiwał mu z aprobatą głową i razem z obrońcą pobiegł w kierunku,w którym chwilę wcześniej udał się Błaszczykowski i Piszczek chcący zapobiec morderstwu młodego, dobrze zapowiadającego się piłkarza Barcelony. 
-Kuba? 
 Piszczek podziękował w duchu Bogu za wysłuchanie jego długiej, wyszukanej modlitwy. Uśmiechnął się pod nosem słysząc głos należący do Julii, która zjawiła się na hotelowym korytarzu, jakby była spełnieniem jego największego marzenia, w tamtej chwili oczywiście. Jakub na dźwięk głosu swojej młodszej, przyrodniej siostry zatrzymał się w pół kroku. Przez krótką chwilę wpatrywał się przed siebie, jednak ostatecznie jego głowa wolno zmieniła kierunek a pełen krwawego mordu wzrok utkwiony został w bezbronnej dziewczynie. Widząc dość niespotykane spojrzenie pomocnika reprezentacji Polski, Julia przełknęła niepewnie ślinę. Dobrze wiedziała, że jest głównym powodem takiego zachowania Błaszczykowskiego. Nie powiedziała mu o związku z Milikiem, to fakt miała jednak na uwadze to, jak dużo dla niej poświęcił. Nie chciała aby w razie ewentualnego niepowodzenia piłkarz próbował się obwiniać. Arek nie był zadowolony z takiego rozwiązania, jednak nie protestował. 
Kuba widząc strach w oczach Julii w jednej chwili jakby zaczął łagodzić swoje zapędy. Ta reakcja nie należała do tych, będących naturalnymi, jednak fakt, że Julia ukrywała przed nim związek z jego kolegą z reprezentacji bardzo go zabolał. Dopiero teraz zaczął zdawać sobie sprawę, że jego najbliżsi i przyjaciela jakby zaczęli się od niego odcinać, a on nie wiedziała właściwie dlaczego. 
-Zamierzałaś mnie w ogóle kiedykolwiek poinformować o tym, że jesteście parą z Arkiem? - rzucił ze zdecydowanie wyczuwalnym żalem w głosie. Na twarzy Julii strach zastąpiony został lekkim zaskoczeniem. Wyrzutów zdecydowanie się nie spodziewała. 
-Kuba ... - nie wiedziała co powinna powiedzieć. Pierwszy raz znalazła się w sytuacji, w której nie była pewna miejsca,w którym się znalazła. 
Zamieszanie panujące na korytarzu wygoniło z pokoi kilku piłkarzy, których pokoje znajdowały się na trzecim piętrze hotelu, w tym najbardziej zainteresowanego sytuacją Arka Milika. Zdziwił się widząc stojących na przeciwko siebie Kubę i Julię. 
-Nie Kuba, koniec tego ciągłego Kuba! Zawsze gdy ktokolwiek ma problem chcę pomóc, życzę szczęścia a wy zatajając przede mną fakt bycia razem zraniliście mnie najbardziej ze wszystkich, którzy tego dokonali. Myślałem, że z Arkiem się przyjaźnie, a ty, jako moja siostra powiesz mi wszystko. Widocznie kolejny już raz w tym moim cholernym życiu, się pomyliłem. - w oczach Błaszczykowskiego zaszkliły się łzy, co nie umknęło uwadze Julii i sprawiło, że dziewczyna tym razem przestraszyła się stanu brata. Nie chciała go zranić, jednak zrobiła to dodatkowo mocno. Jakub odwrócił się na pięcie i skierował swoje kroki na schody, którymi chciał zejść do holu hotelu i po prostu wyjść i nie wrócić. Julia bez chwili namysłu poszła w jego ślady. Wiedziała, że jeśli teraz go straci, to już nigdy go nie odzyska. Była świadoma tego, że uczucie Arka może kiedyś przeminąć i jeśli zaprzepaści Błaszczykowskiego popełni jak dotąd największy błąd swojego życia. 
Milik również chciał udać się za ową dwójką, jednak uniemożliwili mu to Łukasz Piszczek i Robert Lewandowski zagradzając napastnikowi drogę.
-Chcę mu to wytłumaczyć... - Robert pokiwał mu głową, jednak ten i tak próbował ich wyminąć. 
-Daj im porozmawiać, gdy Kuba ochłonie. - powiedział mocnym głosem Boruc, który na dobre zadomowił się z powrotem w kadrze jako asystent trenera bramkarzy. 
-Ale ... 
-Arek!!! 
Chciał zaprotestować, ale stanowczy, donośny głos Piszczka ściągnął go na ziemie. Miał jedynie nadzieję, że Błaszczykowski wszystko im wybaczy. 

   Julia pchnęła szklane drzwi i stanęła na prowadzących w dół kamiennych schodach. Rozejrzała się dokoła w poszukiwaniu sylwetki jej brata, Jakuba, który wyszedł z budynku krótką chwilę przed nią. Dostrzegła go opartego o rozłożyste drzewo, choć nie zupełnie od razu. Wzięła głęboki oddech, i przymknęła na krótką chwilę powieki. Wiedziała, że musi wytłumaczyć Kubie wszystko, bez żadnych sekretów, które mogłyby wszystko zniszczyć. Trochę niepewna, wzięła jedynie głęboki oddech. Nie mogła go stracić, zbyt dużo znaczył dla niej Kuba Błaszczykowski. 
Stał oparty o pień drzewa, z przymkniętymi powiekami. Sądził, że będzie obecny w życiu Julii zawsze, bez względu na wszystko. Nie spodziewał się tego, że szatynka ukryje przed nim ten istotny fakt. 
-Kubuś ... - cichy głos nad jego uchem sprawił, że zatrzymał na krótką chwilę swój oddech. -...wiem, że Cię zawiodłam, ale ... - nie była pewna tego jakie argumenty do niego trafią. Bała się, że go straci. Bezpowrotnie. 
-Kochasz Arka? - zapytał pewnym głosem i po chwili wbił swoje spojrzenie w stojącą nieopodal niego Julię. Dziewczyna uśmiechnęła się na sam dźwięk imienia jej ukochanego. 
-Zakochałam się. - odpowiedziała mu, uśmiechając się pod nosem. Była szczęśliwa, czego nie potrafiła przed nikim ukryć, choć przed nim jakoś jej się udawało. 
-Mogłaś mi powiedzieć ... - wtrącił. Spuściła głowę, wbijając swoje spojrzenie w jasne tenisówki, które znajdowały się na jej nogach. 
-Bałam się, jak zareagujesz. Wiem ile dla mnie zrobiłeś i jak dużo przeze mnie przeszedłeś. Nie chciałam, żebyś znów się zawiódł.  - powiedziała. Kuba uśmiechnął się lekko i skierował swój wzrok w swoją siostrę. 
-Siostra kocham Cię i dla Ciebie zrobię wszystko. - odpowiedział jej, całując ją w czoło. 
-Dziękuję Ci Kubuś. - przytuliła brata najmocniej jak potrafiła. Cieszyła się z faktu, tego że Jakub zaakceptował jej związek z Milikiem. 
-Co powiesz na lody? - zaproponował wywołując uśmiech na jej twarzy.
-A weźmiemy Arka? - zapytała wbijając w niego wesołe spojrzenie. Uśmiechnął się szeroko, kiwając jej z aprobatą głową. Szatynka wysłała krótką wiadomość tekstową ukochanemu, który pojawił się przed hotelem kilka minut później. Nieco niepewny, ale pełen nadziei na to, że Kuba zaakceptuje jego związek z jego siostrą. Dużo mu zawdzięczał i zawsze gdzieś w środku chciał mieć coś wspólnego z Błaszczykowskim, teraz mu się to udało. Julia była jego największym skarbem i wiedział, że nigdy jej nie skrzywdzi. 

   Siedzieli w jednej z warszawskich lodziarni z uśmiechami na twarzach pochłaniali się konwersacji. Nie świadomi zupełnie tego, że kilkoro piłkarzy uważnie obserwuje ich przez dużą szybę. Piszczek, Lewandowski i Fabiański kibicowali Julii i Arkadiuszowi i mieli nadzieję, że Kuba nie będzie robił tej dwójce zbędnych problemów. 
-Co wy tu robicie? - znajomy głos sprawił, że Lewandowski stracił równowagę popychając Fabiańskiego, który pociągnął za sobą Piszczka i cała trójka z hukiem upadła na jasny chodnik otaczający budynek. Anna Lewandowska przyglądała się całej trójce piłkarzy z politowaniem, opierając się przy tym nonszalancko o dziecięcy wózek, w którym dotąd spokojnie spała mała Klara. Miała zamiar odwiedzić męża w hotelu, jednak gdy dowiedziała się o sytuacji z Kubą od razu domyśliła się gdzie trójka muszkieterów mogła się znajdować w tamtym momencie. Zbyt dobrze ich znała, żeby nie wiedzieć do czego są zdolni.
-Kochanie, co ty tu robisz? - zapytał Robert z lekkim uśmiechem na twarzy, który tym razem nie zadziałał na kobietę. 
-Zadałam to pytanie jako pierwsza. - odpowiedziała wbijając w niego swoje wręcz mordercze spojrzenie w napastnika niemieckiego klubu.
-Jesteśmy po prostu ciekawi. - wtrącił Piszczek, próbując uratować sytuację, która zdecydowanie źle rokowała. Znał Anię na tyle dobrze, aby móc przewidzieć konsekwencje jakie poszłyby na konto Lewego. 
-To sprawy Kuby i jego życie. - powiedziała Anna poprawiając kocyk w wózku swojej córeczki. 
-Jesteś już? - głos Błaszczykowskiego sprawił, że odwrócili się w jego kierunku. Spojrzał na nich niepewnie. Zaprosił Anię do lodziarni na spotkanie z Arkiem i Julką, którzy bardzo chcieli zobaczyć małą Lewandowską. -Co wy tu robicie? - zapytał zaskoczony widząc swoich przyjaciół. Żaden z piłkarzy nic nie powiedział, jedynie unikał jego wzroku. Ania uśmiechnęła się do niego i skierowała się razem z wózkiem w jego kierunku. Cmoknęła go w policzek, po czym ten z niezwykłym uśmiechem na twarzy zajrzał do wózka, w którym mała Klara kilka minut wcześniej otworzyła swoje oczka i szukała wzrokiem czegoś ciekawego. Dopiero teraz cała trójka piłkarzy zauważyła ten błysk w oczach piłkarza, na który wcześniej nie zwrócili uwagi. Błaszczykowski był dla nich kolejny raz zagadką. 
-Skusisz się na lody? - zapytała Kuba wbijając w Anię zaciekawione spojrzenie. Lewandowska długo biła się ze swoimi myślami, jednak po dłuższym czasie postanowiła pozwolić sobie na odejście od reguły. 
-W sumie raz można zgrzeszyć. - powiedziała, posyłając Błaszczykowskiemu słodki uśmiech. Gdyby nie uścisk Piszczka, Lewandowski upadłby na chodnik. Jego żona skusiła się na słodycze? Nie wierzył własnym uszom. 
-Nie wierzę. - powiedział wpatrując się w swoją żonę.
-Wam też postawię. - powiedział uśmiechając się i kierując swój wzrok w trójkę przyjaciół, którzy podążyli za nim do lodziarni, w której Arek i Julia z uśmiechami na twarzach sprzeczali się o to, gdzie udadzą się na krótkie wakacje. 


-Zawalili Cię robotą? - Marysia zaśmiała się słysząc słowa wypowiedziane przez Julię. Sama poprosiła o nieco więcej pracy aby nie siedzieć w samotności, gdy jej brat i chłopak przygotowywali się do najbliższego meczu eliminacyjnego. 
-Sama się nią zawaliłam. - odpowiedziała jej, posyłając lekki uśmiech, gdy szatynka spojrzała w jej kierunku. 
-Planujecie ślub? - zapytała w pewnym momencie Kowalczyk siadając po turecku na jednoosobowym łóżku stojącym blisko okna. Marysia odłożyła plik kartek na bok i spojrzała pewnym ciekawości spojrzeniem na swoją przyjaciółkę. 
-Grzesiek coś wspominał, ale to chyba za wcześnie. - odpowiedziała, wcześniej zapytana. 
-Kochasz go, tak najbardziej? 
-To znaczy?
Julia spojrzała na nią i lekko się uśmiechnęła. Lubiła ją, bardzo ją lubiła i miała nadzieję na to, że kobieta zgodzi się zostać żoną Krychowiaka bez wątpliwości, które zdecydowanie były ewidentnie rzucającymi się w oczy. 
-Boisz się, że coś znowu pójdzie nie tak? - zapytała wprost. Blondynka, przez krótką chwilę unikała spojrzenia szatynki. Cieszyła się z tego jak wszystko zaczęło się jej układać. Z Grześkiem była szczęśliwa, choć ich związek nie należał do najłatwiejszych ze względu na dzielącą ich odległość. Mogła robić to co kochała, ratując ludzkie życia. A mimo to miała wiele obaw. Nie była pewna tego, czy wszystko do końca będzie takie, jakie było dotąd. Decyzja o ślubie, o założeniu rodziny dla niej po prostu była zbyt wczesna. Życie nauczyło ją, że nie zawsze to co jest piękne może skończyć się w taki sam sposób. 
Gdy na swoich dłoniach poczuła lekki uścisk Julii podniosła wzrok. Na twarzy Kowalczyk widniał delikatny uśmiech dodający Fabiańskiej otuchy, której potrzebowała. Kochała Krychowiaka, jednak ślub był dla niej poważną decyzją, której teoretycznie nigdy nie da się już zmienić. 
-Kochasz go, i nie pytam tylko stwierdzam. Kuba zna Grześka od wielu lat i śmiało mówi, że nikt nie zmienił go tak jak ty, przy Tobie jest innym człowiekiem. Wojtek mówi, że wydoroślał właśnie dzięki Tobie. - stwierdzenie szatynki sprawiło, że w oczach blondynki zaszkliły się łzy. Ona w Krychowiaku zobaczyło kogoś zupełnie innego niż znali jego najbliżsi. Zakochała się w jego szczerym uśmiechu, dobrym sercu, którego nie oszczędzał. Tej miłości do dzieci, tej empatii. Zakochała się w duszy piłkarza. 
-Boję się, że to wszystko okaże się tylko snem. A ja kolejny już raz dostanę od życia po tyłku. - odpowiedziała, po dłuższej chwili ciszy, zupełnie nieświadoma tego, że w progu pokoju stoją jej brat Łukasz i jej chłopak Grzesiek. Obaj piłkarze z uwagę przysłuchiwali się słowom, które wypowiadała do Kowalczyk. Krychowiak wpatrywał się przed siebie próbując ułożyć sobie wszystko w głowie. Kilka tygodni wcześniej napomknął coś o rodzinie, o ślubie i dostrzegł, że wtedy blondynka nieco przygasła. Nie sądził, że właśnie te kwestie są tego przyczyną. Kochał ją, chciał być z nią do końca, był szczęśliwy ale jeśli ona nie była to on nie powinien. Poczuł w pewnym momencie dłoń na ramieniu. Odwrócił wzrok napotykając na spojrzenie jej brata, mówiące żeby do niej podszedł. Odpowiedział mu delikatnym uśmiechem i cicho skierował się na łóżko, z którego podniosła się Julia. Marysia napotkała jego wzrok i spuściła swoje spojrzenie. Zdała sobie sprawę z tego, że Grzegorz słyszał ich rozmowę. Natomiast Kowalczyk wraz z Łukaszem Fabiańskim cicho wycofali się z pokoju zamykając za sobą drewniane drzwi z numerem 200.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś? - zapytał zamykając jej dłonie w swoich i siadając na przeciw ukochanej. 
-Bałam się. - odpowiedziała spuszczając wzrok. 
-Zwariowałem na Twoim punkcie, szaleję z miłości do Ciebie i poczekam tyle ile trzeba będzie. Tylko proszę nie zostawiaj mnie. Może nie jestem ideałem, ale się staram... - zaśmiała się sprawiając, że Grzegorz urwał swoją wypowiedz.
-Jak powiem, że dokładnie zastanowię się nad kwestią ślubu, to się zamkniesz? - swoim pytaniem wprawiła go w konsternacje, która ostatecznie nie trwała zbyt długo.
-O ty! - krzyknął obejmując ją w tali i przewracając na łóżko na którym dotąd siedziała. 

♦♦♦


Znalezione obrazy dla zapytania robert lewandowski kuba błaszczykowski

Witam !!!

Kolejny rozdział mogę odhaczyć ze swojej listy. Mam nadzieję, że przypadł wam do gustu i nie będziecie mieli do mnie pretensji. Do końca opowiadania już coraz bliżej, ale jeśli was to nie załamie zamierzam rozpocząć nowe, nieco inne. Ale o tym kiedy indziej. 

Dziękuję serdecznie tym najwytrwalszym, którzy są razem ze mną pod każdym kolejnym rozdziałem. Jesteście moją motywacją i nie mam zamiaru was zawieść. 

Dziękuję raz jeszcze.
Pozdrawiam gorąco. 


wtorek, 16 maja 2017

Rozdział XXXVI - 'Też Cię kocham.'

4 komentarze:
Maj 2017 r.

Barcelona.


-Ej, oddawaj! - Milik dostał mokrą, kuchenną ścierką po ramionach od Julii, po tym jak odważył się wykraść z jej talerza przygotowywane przez nią owoce morza. Razem z Marysią postanowiły zrobić niespodziankę piłkarzom reprezentacji i spontanicznie pewnego dnia spakowały najpotrzebniejsze im rzeczy i wsiadły w samolot do Hiszpanii. Marysia spędzała miłe chwilę ze swoim ukochanym, Julia natomiast doglądała mieszkania, które notabene było również jej.
-Oj, nie przesadzaj... jak Ci jedną zabiorę to nie zbiedniejesz. - powiedział uśmiechając się do szatynki słodko, co ta skomentowała jedynie rzuceniem w jego kierunku morderczego spojrzenia. Ten jedynie pomachał jej dłonią przed nosem, po czym zniknął z jej pola widzenia. Kowalczyk westchnęła odprowadzając go wzrokiem. Musiała przyznać, że odkąd spakowała swoje rzeczy i postanowiła na powrót do Polski. Bała się, że po kontuzji może nie odnaleźć się w grze, którą wychwala cały świat. Jednak spełniła swoje marzenie i to było najważniejsze. Nie żałowała tego, że przytrafiła jej się kontuzja, przed nią wygrała dosłownie wszystko. Nie sądziła, że może dostać od życia drugą szansę. Nie sądziła, że uda jej się poskładać swoje życie i spotkać w nim tak wiele bardzo przychylnych jej osób. Kuba i Dawid? Nie myślała, że tak świetni bracia mogą okazać się jej braćmi. Cieszyła się z tego faktu, bardzo się z tego cieszyła. Arek? Tak, Milik był zdecydowanie najlepszym co ją spotkało. Był przyjacielem, którego potrzebowała. Mogła liczyć na niego zawsze gdy miała taką potrzebę.
-Wiem, że o mnie myślisz i bardzo mi się to podoba, ale jak tak dalej pójdzie to na kolację będziemy jeść suchary, które mam w chlebaku. - podskoczyła słysząc nad swoim uchem szept Arka. Wbiła w niego mordercze spojrzenie, co spotkało się jedynie z uśmiechem na twarzy napastnika hiszpańskiego klubu, uprzednio gasząc gaz pod dużą patelnią.
-Naruszasz moją przestrzeń osobistą, chcę Ci to jedynie pomóc zauważyć. - powiedziała, gdy Milik nie puścił jej, a jedynie położył dłonie na jej biodrach i przyciągnął do siebie, tak aby stykali się czubkami tenisówek.
-Gdyby Ci to przeszkadzało to już dawno byś mnie odepchnęła. - uniósł brwi ku górze i uważnie przyglądał się stojącej na przeciw niego Julii. Kowalczyk patrzyła na niego ze zdziwieniem. Miała wrażenie, że od pewnego czasu piłkarz reprezentacji jest jakiś inny. Nie wiedziała jednak, że Milik ma zamiar wyznać mu wszystko to, co od wielu długich miesięcy znajdowało się w jego sercu.
       Nie był do końca pewien, czy dobrze robi, jednak wiedział, że dalej tak nie pociągnie.
Przejechał opiuszkami swoich palców przejechał po jej policzku, sprawiając, że po jej ciele przeszedł nieznany jej dotąd dreszcz. Natomiast miejsce, w którym się one znalazły paliło niemiłosiernie jeszcze długo po tym, jak je z niego zabrał. Przygryzła dolną wargę widząc jego przeszywający wzrok na swojej osobie. Tym razem dłoń piłkarza znalazła się na jej szyi, która również zaczynała piekielnie palić. Wzrok Arkadiusza natomiast dawał jej jasno do zrozumienia, że to, co jakiś czas temu powiedział jej Zieliński jest całkowitą prawdą.
-Arek... - nie dał jej dokończyć, kładąc na jej wargach jeden z palców prawej dłoni. Przyciągnął ją do siebie teraz tak, że stykali się klatkami piersiowymi. Kilkakrotnie przejechał wzrokiem po całej twarzy szatynki, aby niespodziewanie dla dziewczyny złączyć ich wargi w pocałunku. Z jego strony pełnym skrywanych uczuć, z jej strony przepełnionym zaskoczeniem. Jednak również ona, po krótkiej chwili namysłu włożyła w ten pocałunek wszystkie swoje uczucia, które żywiła względem młodego, przystojnego piłkarza. Zaplotła swoje dłonie na jego szyi i poddała się wszystkiemu co dotąd trzymało jej serce na mocnej uwięzi.
-Byłem kretynem, że wtedy w Muszynie przeprosiłem Cię za pocałunek. Powinienem wtedy nie stchórzyć tak łatwo. Zakochałem się w Tobie już wtedy, gdy dałaś mi po mordzie. A gdy spotkałem Cię wtedy w Juracie zupełnie zwariowałem. Nie mogę być Twoim przyjacielem...- urwał, wbijając w szatynkę swój wzrok przeszyty odrobiną strachu. Bał się, że dziewczyna jednym słowem, a może nawet i gestem zniszczy całą tą atmosferę. Nie chciał zostać przez nią odrzucony. Zaskoczyła go tym co zrobiła. Bez żadnego słowa wspięła się na palce i zatopiła w ustach Milika. Poczuł się szczęśliwy, nie wiedząc nawet jak bardzo zaimponował właśnie jej.



Sevilla.


    Równomierny oddech na jej bladej i nagiej skórze sprawił, że niepewnie, wręcz niechętnie otworzyła swoje oczy napotykając na strumień jasnego, słonecznego światła przedostającego się przez jasne zasłony do niewielkiej ale bardzo przestronnej sypialni. Przymknęła na chwilę powieki, odwracając głowę w przeciwnym kierunku. Na sam widok śpiącego blisko niej Krychowiaka na twarz wkradł się jej delikatny uśmiech. Przyjazd do Hiszpanii był dobrym pomysłem, jednak decyzja o przeprowadzce nadal nie została przez nią podjęta a wiele obaw pojawiających się w jej głowie nie dawało jej spokoju i wytchnienia, którego potrzebowała. Dopiero w ramionach Grzegorza odnalazła ten błogi spokój, którego szukała. Zaczęła bawić się jego rozczochranymi, ciemnymi włosami opierając łokieć o białą, pachnącą jej perfumami poduszkę.Musiała przyznać, szczególnie przed samą sobą, że miłość do Krychowiaka i związek z nim był najlepszą z rzeczy jaka ją do tej pory spotkała. Zawsze sądziła, że nie trafi na swojej drodze na mężczyznę, który zrobiłby dla niej tak wiele. Na Krychowiaku zawsze mogła polegać i nie wiedziała nawet kiedy zaczęła postrzegać go nieco inaczej, a wręcz znacznie inaczej niż robiła to wcześniej. Zakochała się w nim, wpadając w to uczucie bardziej niż mogła sobie wyobrazić.
-Wiem, że jestem wyjątkowo przystojny, ale mogłabyś chociaż mrugnąć. - zaskoczyło ją stwierdzenie piłkarza, co do którego snu była wręcz przekonana. Czyżby nie znała jego innych zdolności.
-Ty przystojny? Cristiano Ronaldo to jest przystojny, ty zajmujesz na liście najprzystojniejszych piłkarzy miejsce w drugiej dziesiątce. - odpowiedziała z uśmiechem na twarzy. Natomiast ta należąca do Krychowiaka nie wyglądała na zbyt zadowoloną usłyszanymi od Marysi słowami. Po prostu się ich nie spodziewał.
-Przecież żartowałam. - powiedziała wybuchając śmiechem. Widok miny piłkarza sprawił, że nie wytrzymała.
-Popamiętasz mnie. - zagroził. Chwycił nadgarstki lekarki i jednym ruchem sprawił, że przyciskał ją swoim ciałem do materaca łóżka. Jej twarz zdobił uwodzicielski uśmiech, który potrafił zadziałać na Krychowiaka i ten stracił całą chęć mordu na swojej ukochanej.
-Też Cię kocham. - powiedziała zanurzając swoje usta w jego ustach. Namiętność i zachłanność pocałunku Krychowiaka, strasznie ją zaskoczyła jednak i ona nie zamierzała odpuścić.

♦♦♦

Znalezione obrazy dla zapytania arek milik i grzegorz krychowiak'

Ten rozdział wstawiam dziś i jest on zdecydowanie krótszy niż te wszystkie poprzednie, ale w związku z tym, że dziś 16 maj, czyli data dla mnie wyjątkowa, więc postanowiłam go wstawić. Mam nadzieję, że wam się spodoba nawet jeśli jest zbyt krótki.

Pozdrawiam was gorąco i zapraszam na kolejny rozdział; najprawdopodobniej za 2 tygodnie. 

Buziaczki 😘







sobota, 6 maja 2017

Rozdział XXXV ~ "Jesteś legendą, Arti."

9 komentarzy:
Maj 2017 r.



Arłamów, Polska.


-Jak Ci z naszym kochanym Grzesiem? - pytanie Julii sprawiło, że dotąd pochłonięta wypełnianiem kart medycznych członków drużyny reprezentacji Polski, Marysia uniosła wzrok wbijając go w oczekującą odpowiedzi szatynkę. Uśmiechnęła się do niej, obracając w dłoni ciemny długopis. Musiała przyznać sama przed sobą, że związek z Krychowiakiem, choć krótki bardzo dobrze na nią działał. Owszem odległość jaka ich dzieliła nie działała pozytywnie, ale codzienne, długie rozmowy poprzez komunikator internetowy i krótkie wypady kobiety do Hiszpanii rekompensowały nieobecność Grzegorza. Piłkarz hiszpańskiego klubu rozumiał ją jak nikt inny, był bardzo podobny do niej i chyba to sprawiało, że tak trudno było im tłumić uczucia.
-Powiem Ci szczerze...choć na odległość, to nie mogło być lepiej. - odpowiedziała z pięknym uśmiechem na twarzy. Była szczęśliwa, to widać było gołym okiem. Rzucało się w oczy praktycznie od razu. Ona, jak mało kto na szczęście po prostu zasługiwała.
-Myślałaś, żeby się do niego wyprowadzić? - zapytała po krótkiej chwili Zosia, która na główną prośbę Tomasza zawitała na dłuższy czas do reprezentacji Polski. Fabiańska spojrzała na nią i na kilka dłuższych chwil zamilkła. To pytanie już kilka dni krąży po jej głowie. Myśl, że mogłaby wyjechać z Polski i zacząć układać swoje życie za granicą nie dawała jej spokojnie odciąć myśli. Wiedziała, że tak byłoby dla ich związku zdecydowanie lepiej, jednak obecne życie dopiero niedawno złożyła i kolejne spakowanie się, jej zdaniem, było po prostu nie poważne. 
-Myślałam, ale co jeśli nam nie wyjdzie? Znowu miałabym wrócić i budować swoje życie od nowa? - pytanie, które zadała spowodowało, że w niedużym pokoju hotelowym ośrodka w Arłamowie zapadła ciężka cisza. Każda z trzech członkiń sztabu uważnie analizowała słowa wypowiedziane przez najstarszą z nich. Blondynka nie potrafiła tak swobodnie wygadać się swojej bratowej, która na co dzień wiedzie swoje życie w Anglii. Nie chciała fatygować Mariny, która wraz z Wojtkiem żyje we Włoszek, o świeżo poślubionej Celii nie było nawet mowy. Julia i Zosia były blisko i chyba to ją przed nimi otworzyło. Brakowało jej jedynie Gabrysi borykającej się z Zielińskim, który nie odpuszczał zbyt łatwo próby zdobycia jej serca na nowo i Liliany, która od samego rana musiała użerać się z piłkarzami reprezentacji. 
-To jednak, chyba temat do dłuższego rozm... - Julia urwała słysząc huk dochodzący z hotelowego korytarza. Wszystkie trzy wymieniły się spojrzeniami i po krótkiej chwili otwierały już niepewnie drzwi pokoju hotelowego. Równie niepewnie wyjrzały na korytarz, na którym przebywali piłkarze reprezentacji Polski, wraz z panią agent. 
-Mam do was tylko jedno pytanie: Co wykrywają u Was lotniskowe bramki, ołów w tyłku, czy beton we łbie? - zapytała ewidentnie zirytowana Liliana trzymająca w dłoniach tajemniczą, opasłą teczkę koloru czarnego. 
-Czarny zawsze oznacza kłopoty, nie? - zapytała szeptem Julia. Marysia spojrzała na nią niepewnym wzrokiem, równie niepewnie kręcąc jej z aprobatą głową. 
-Ale pomożesz nam z tego wybrnąć. Tu chodzi o naszą reputację. - powiedział, niepewnie Jędrzejczyk. Znał Lilianę na tyle długo, żeby wiedzieć, że jej nerwy są ze stali a upust emocjom daje dopiero w sytuacjach teoretycznie bez wyjścia. Zmierzyła go morderczym spojrzeniem w momencie, w którym zakończył swój wywód. Nie lubiła paprać się w brudnej robocie. Jako agentka sportowców na ogół zajmowała się ich spotkaniami, sponsorami, planami na przyszłość. Szperała w ich życiu prywatnym dopiero, gdy miałoby to zaważyć na ich sportowych karierach. W swojej karierze, pod swoimi skrzydłami miała już, skoczków narciarskich, kolarzy, piłkarzy nożnych i siatkarzy i musiała przyznać szczerze, że te dwa ostatnie rodzaje sportowców robiły zawsze najwięcej problemów, które nie były zbyt łatwymi do naprawienia. Nie spotkała się jednak z tak perfidnym zachowaniem anonimowego szantażysty większości reprezentacji Polski.
-Szczerze mówiąc, w tym momencie wasza reputacja, a raczej jej brak, mało mnie obchodzi. - odpowiedziała Arturowi uśmiechając się do niego i reszty przestraszonych piłkarzy najbardziej słodko jak tylko potrafiła. Dobrze wiedziała, że dla nich zrobi wszystko, jednak chwila niepewności wielu już wyszła na dobre. Gdy odwróciła się na pięcie i miała zamiar skierować swoje kroki do pokoju, z którego wyglądały Marysia, Julia i Zosia, jej droga została po prostu zagrodzona. Robert Lewandowski, Kuba Błaszczykowski, Łukasz Piszczek i Łukasz Fabiański, jak przystało na najstarszych i najbardziej rozsądnych postanowili błagać młodą agentkę, aby ratowała tyłki młodszym kolegom. Wszyscy byli rodziną, czuli się jak rodzina i nie mogli tak po prostu odpuścić i pozwolić na to, żeby ktoś z nich został skompromitowany, co za pewne odbiło by się głośną i długą czkawką na całym teamie. 
-Lilka wydostań nas z tego bagna. - poprosił Lewandowski uśmiechając się niepewnie.
-Jesteś ich, a raczej naszą, ostatnią deską ratunku. - dodał po chwili Piszczek kierując wzrok na resztę reprezentacji. 
-Ten kto próbuje się na nas za coś zemścić prędzej czy później nas skompromituje. Nawet jeśli to co umieści w internecie, prasie i telewizji byłoby największym kłamstwem ludzie w końcu w to uwierzą. - dorzucił Błaszczykowski. Zgadzała się ze słowami Jakuba w stu procentach. Sama chroniła swoje życie prywatne, trzymając je w całkowitej tajemnicy, chcąc uniknąć plotek i gadania za plecami. Nikt poza rodziną nie znał jej najbardziej pięknego sekretu, za który oddałaby swoje życie i to nie jeden raz. 
-Zobaczę co się da zrobić, ale niczego nie obiecuję. - wyszeptała, omijając czwórkę mężczyzn i kierując swoje kroki w kierunku pokoju, znajdującego się obok tego należącego do Marysi. 
-Lilka, co się dzieje? - zapytała przerażona Marysia widząc na policzkach Liliany kilka łez. Zosia i Julia razem z blondynką weszły za Kozłowską do jej małego, hotelowego pokoju. 
-Lilka co się stało? - Fabiańska usiadła na podłodze, chwytając dłonie Kozłowskiej w swoje. Agentka sportowa siedząca na swoim łóżku, ukrywała twarz w długich włosach. 
-Rozumiem ich. Zrobię wszystko, aby to szantażowanie się skończyło. Macie numer do Boruca? - zdziwiła je swoim pytaniem, jednak po kilkunastu minutach w pokoju pojawił się Grzegorz z karteczką z numerem telefonu byłego piłkarza reprezentacji Polski - Artura Boruca. 






-Dziękuję, że zgodziłeś się przyjechać. - powiedziała Liliana uśmiechając się do siedzącego na przeciw niej Boruca. Były bramkarz reprezentacji Polski podniósł wzrok na młodą szatynkę, od której dzień wcześniej odebrał telefon. Nie ukrywał tego, że wiadomość od Liliany, była dla niego światełkiem w czarnym tunelu.
-Wiem, że nie byłem święty, ale Sara uświadomiła mi, że muszę zmienić sam siebie jeśli nie chcę stracić jej i dzieci. Dała mi ultimatum. Muszę naprawić wszystkie błędy, które popełniłem i dostanę drugą szansę. - spuścił głowę, wbijając wzrok w jasny obrus zwisający ze stolika, jednej z kawiarni Arłamowa, w której spotkanie zaproponowała Liliana Kozłowska.
-Masz okazję i mam nadzieję, że ją wykorzystasz. - powiedziała, odkładając na blat drewnianego stolika szklankę, w której znajdowała się woda mineralna zamówiona przez nią kilka chwil wcześniej.
-Nie sądziłem, że Liliana Kozłowska jeszcze pokaże swoją ciemną twarz. - zauważyła zaśmiewając się cicho pod nosem. Pogubił się w swoim życiu, co nie umknęło jej uwadze. Zawsze sądziła, że Artur jest dobrym facetem, który potrzebował chwili oddechu. Była na niego zła wiedząc, jakie numery wywijał. Wierzyła jednak, że w końcu ten przejrzy na oczy i wróci na odpowiedni tor. 
-Taką mam pracę, ale jednak przyjaźń jest zdecydowanie większą motywacją do robienia niesamowicie mrocznych rzeczy. - na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech, gdy dotarły do niej słowa wypowiedziane przez Artura Boruca. 
-Myślisz, że mi wybaczą? - zapytał, po chwili ciszy jaka zapadła między nimi. 
-Od razu. Zbyt dużo dla nich znaczyłeś i nadal znaczysz. - odpowiedziała mu, uśmiechając się do niego lekko. Cieszyła się, że dotarło do niego to, jak bardzo zaczął się zmieniać. 
-Dużo dla mnie zrobiłaś i najbardziej jest mi wstyd, że zawiodłem właśnie Ciebie. - powiedział po krótkiej chwili. Liliana przez dwa lata stawała na wysokości zadania aby dbać o jego wizerunek sportowy, zaniedbując również swoje życie prywatne. 
-Wybaczyłam Ci. Tylko pamiętaj, że Sara nie jest warta tego, żeby zdradzać ją na prawo i lewo a Twoi przyjaciele, by ich ranić. - zacisnęła swoją dłoń w jego dłoniach. Mimo wszystko wierzyła, że nie jest za późno, żeby Boruc wziął się w garść i powstrzymał domek z kart, który zaczynał chwiać się pod wpływem zdecydowanie mocniejszego wiatru niż dotąd.
-Obiecuję, że Was nie zawiodę. - w jego oczach dostrzegła smutek, gdy wypowiadał do niej owe słowa. Czuła, że Artur żałuje wypowiedzianych słów, ciosów, które zadał przyjaciołom. Zdrad, których dopuścił się względem swojej żony. Wiedział też, że zrobi wszystko aby pomóc mu naprawić popełnione błędy. 
-Dobra, koniec z tymi czułościami. Pomożesz mi? - zapytała, wpatrując się w niego wyczekująco. 
-Co mam zrobić? - spytał wyraźnie zdeterminowany.
-Najpierw zaczniesz naprawiać swoje błędy! - powiedziała grążąc mu przed nosem palcem wskazującym. Zaśmiał się widząc jej przyjazny wyraz twarzy. Najbardziej było mu głupio właśnie przed nią. Przez dwa lata była jego agentką, robiącą bardzo dużo dla tego, żeby utrzymał się na powierzchni i żeby nie zatonął. Zawiódł wszystkich. Zdał sobie z tego sprawę dopiero wtedy, gdy dostał papiery rozwodowe podpisane przez swoją żonę. Wtedy dotarło do niego, że musi zawalczyć, nawet jeśli miałaby to być jego ostatnia bitwa o rodzinę, na której bardzo mu zależało, jednak nie był w stanie tego powiedzieć na co dzień. Docenił dopiero w momencie, w którym mógł wszystko stracić. 



-Moglibyście się nie obściskiwać w miejscu publicznym? - pytanie Peszki sprawiło, że Jędrzejczyk spojrzał na niego pełnym politowania spojrzeniem. Marysia i Grzegorz, w kierunku, których słowa zostały skierowane jedynie spuścili głowy i odsunęli się od siebie. 
-Mógłbyś dać spokój zakochanym w sobie dzieciakom, których na co dzień dzielą tysiące kilometrów. Ankę masz codziennie przy sobie to nie wiesz czym jest abstynencja płciowa. - odpowiedział opierając się o jasną ścianę w niedużym pokoju, w którym na ogół wieczorami rozmawiali na różne tematy, niekiedy nie związane z piłką nożne. 
-Rozumiem, że znasz to z autopsji? - zapytał Peszko, sprawiając, że Pazdan stojący obok wybuchnął śmiechem. Z resztą nie tylko on. 
-Co? - zdziwienia Sławomira nie dało się nie zauważyć. 
-Znasz takie słowa i wiesz kiedy ich użyć? - zapytała zaciekawiona jego słowami Kasia, która wraz z Tosią postanowiła odwiedzić swoich przyjaciół i Artura, co do którego zaczęła zmieniać swoje relacje. 
-Gdyby nie to, że jesteś kobietą i masz dziecko, to bym Ci przyłożył. - powiedział, wbijając w nią mroczne spojrzenie. Cieszył się, że jeden z jego przyjaciół zaczął w końcu żyć ze szczęściem za pan brat. 
-No, no hamuj się Peszki. - burknął Jędrzejczyk stając przed Sławkiem mierząc go mrocznym wzrokiem. 
-Tylko żartowałem. - odpowiedział szybko, unosząc dłonie do góry. 
-Przecież wiem. - rzucił Jędrzejczyk, klepiąc swojego przyjaciela po ramieniu. Zaśmiał się, odbierając od Katarzyny swoją córkę Tosię, której już kilka dni nie widział. Pokochał dziewczynkę, która była owocem ich jednej, jedynej wspólnej nocy. On jej nie żałował, co do Katarzyny tego nie wiedział. 
-A wy co? - zapytała Julia pojawiając się wraz z Arkiem w pomieszczeniu. 
-Odbija im, jak zwykle. - skomentowała Kasia siadając na zagłówku sofy, na której siedzieli Marysia i Grzesiek uważnie przyglądający się swoim przyjaciołom. 
-No tak, to nie nowość. - dodał Milik uśmiechając się w kierunku Antoniny, która wpatrywała się w niego, jak w obrazek. Cała siódemka wraz z małą panną Jędrzejczyk oddawała się konwersacją i wymienianiu się uśmiechami i nie spostrzegli nawet jak w pomieszczeniu pojawia się Liliana Kozłowska w towarzystwie Artura Boruca, który obiecał jej zrobić wszystko aby rozwiązać brudny problem kadrowiczów Nawałki. Pod wpływem Kozłowskiej, Boruc kilka długich godzin spędził w pokoju Lewandowskiego i Fabiańskiego oraz Piszczka i Błaszczykowskiego prosząc ich o wybaczenie i drugą szansę, na którą nie ukrywał bardzo liczył. Wybaczyli mu szybciej niż się tego spodziewał, usłyszał od nich wiele rad i pięknych słów na swój temat. W końcu nikt nie miał wątpliwości, że reprezentacja Polski bez Boruca w bramce nigdy by nie zaistniała. Chwilę po nich w pomieszczeniu stanął Piszczek, który bojąc się reakcji reszty drużyny postanowił iść za nimi i w razie czego po prostu zainterweniować. Jako pierwsza dostrzegła Artura Marysia, która wtulona w klatkę piersiową Krychowiaka obserwowała resztę przyjaciół. Na żonę Artura wpadła pewnego dnia w Gdyni. Sara, nieco niepewnie poprosiła ją rozmowę i to właśnie pod wpływem Liliany i Marysi postanowiła dać Arturowi drugą szansę, zdając sobie sprawę z tego, jak bardzo go kocha. Fabiańska czuła, że Boruc również w głębi siebie nie jest taki zły jakim dał się poznać. Zdziwiła Grześka tym, że bez słowa wyswobodziła się z jego uścisku. Piłkarz hiszpańskiego klubu powędrował za nią wzrokiem dostrzegając Boruca stojącego tuż za Lilianą ze wzrokiem wbitym w podłogę. Nie spodziewał się go tutaj, choć musiał przyznać, że reprezentacja bez niego, to niestety nie to samo. Marysia uśmiechnęła się do Liliany, która obawiała się tej konfrontacji Artura z innymi członkami reprezentacji. Miała jednak nadzieję, że skoro tamta czwórka mu wybaczyła, to i Ci również to uczynią. Uśmiech na twarzy blondynki dał jej nadzieję. 
-Artur ... - słysząc głos Marii, która wypowiedziała jego imię podniósł głowę, biorąc głęboki oddech. Bał się tego co mógłby usłyszeć z jego ust. -...obiecujesz, że więcej nie zranisz Sary? - zapytała. Zapadła cisza, której nie przerwała nawet Tosia trzymana przez Kasię na kolanach chyba wyczuła powagę sytuacji, choć miała raptem dwa miesiące. Swoim wzrokiem były bramkarz reprezentacji przejechał po wszystkich zgromadzonych w pomieszczeniu, zatrzymując go na Marysi. Dobrze wiedział, że najtrudniej będzie mu odzyskać zaufanie swojej żony. 
-Obiecuje. - odpowiedział, nie spodziewał się reakcji Marysi, która po prostu musnęła jego policzek swoimi wargami. -Przepraszam was za wszystko co zrobiłem. Bałem się, że pewnego dnia po prostu powiecie mi, że nie jestem wam potrzebny. - powiedział a w jego oczach można było dostrzec ... łzy. 
-Jesteś legendą, Arti. - powiedział Jędrzejczyk ściskając Boruca, którego wszystkim ewidentnie brakowało. 


♦♦♦

Znalezione obrazy dla zapytania artur boruc artur jędrzejczyk

Witajcie.
Dzisiejszy rozdział chyba nie należał do najlepszych??? Takie mam wrażenie(?) Jak myślicie powrót Artura Boruca, to dobry pomysł? 
Wena chyba do mnie wraca, więc kolejne rozdziały mogą pojawiać się częściej. Chcę to opowiadanie dokończyć, tak jak wam to powiedziałam na samym początku. Nie wiem kiedy pojawi się ostatni rozdział tego opowiadania, ale wiem, że wszystko to co zaplanowałam, tego tu dokonam. Więc się o to nie martwcie. 

Dziękuję, że jesteście ze mną i z bohaterami tego opowiadania.
Nie wiem jak mam opisać to jak ważni dla mnie jesteście. 💗
💝

Bardzo, bardzo dziękuję za wszystkie komentarze.
Pozdrawiam kochane.
Evie.

czwartek, 20 kwietnia 2017

Rozdział XXXIV - "Jak dzieci, normalnie jak dzieci."

8 komentarzy:

Maj 2017 r. 

        
       Truskolasy /  Polska.


-A ja? - zapytał Robert, wbijając w Agatę smutne spojrzenie. Błaszczykowska puknęła się w czoło, po czym odwróciła się na pięcie i wróciła do kuchni, w której Anna Lewandowska, Ewa Piszczek i Anna Fabiańska kończyły przygotowywać sobotni obiad. Ania, będąca w zaawansowanej ciąży, była przez dziewczyny kontrolowana na każdym kroku, jednak bardzo się z tego faktu cieszyła. Wiedziała, że ma przyjaciółki, na które może w pełni liczyć. 
-Ten Twój mąż to mnie zaczyna doprowadzać do szaleństwa. - powiedziała, wbijając spojrzenie w Anię. Lewandowska rzuciła jej rozbawione spojrzenie, przewracając w dłoni widelec z plastikową rączką. 
-Gdybyś się z nim związała to ja miałabym o wiele lżej. Kuba jest aniołem. - odpowiedziała uśmiechając się do niej szeroko. Swoim stwierdzeniem zaciekawiła zarówno żonę Piszczka, jak i Fabiańskiego. 
-Mój Kubuś jest aniołem, ale w sumie Robert nie jest taki zły. - powiedziała opierając się o jasny blat kuchennych szafek. 
-Spróbuj spędzić z nim więcej niż kilka godzin to inaczej będziesz mówiła. - odpowiedziała jej, wbijając jednocześnie widelec w warzywa znajdujące się na jasnym talerzu, który Agata kilka chwil wcześniej postawiła przed Lewandowską. 
-Spędzałam i wiem, o czym mówisz. - dodała Agata, po czym obie wybuchnęły niepohamowanym śmiechem. Ewa natomiast rzuciła Ani Fabiańskiej porozumiewawcze spojrzenie, po czym druga z kobiet odchrząknęła i stanęła między kobietami. 
-Czy my o czymś nie wiemy? - zapytała niepewnie, mieszając w niedużej misce sos do mięsa, które babcia Kuby Błaszczykowskiego wraz ze swoją kontuzjowaną wnuczką przygotowały w piątkowe popołudnie.
-Wielu rewelacji z życia dwóch najlepszych piłkarzy polskiej reprezentacji. - powiedziała Julia pojawiając się w progu przestronnej kuchni. Kule ortopedyczne, które od półtora tygodnia były jej przyjaciółmi pomagały jej poruszać się, po operacji, bolącego kolana. 
-Czekaj, czy wy byłyście odwrotnie? - nieskładne pytanie zadane przez Anie Fabiańską spotkało się z uśmiechami na twarzach trzech pozostałych kobiet. W międzyczasie Julia weszła w głąb kuchni, siadając na drewnianym krześle, które chwilkę wcześniej odsunęła specjalnie dla niej Agata. Cieszyła się, że Julka znów była razem z nimi, ale fakt tego, że kontuzja wykluczyła ją na długi czas z gry w Barcelonie wszystkich ich smucił. Jednak cieszył ich fakt, że dziewczyna nie rozpaczała nad utratą miejsca w zespole Barcelony. 
-Nie wiem, o co chodziło w Twoim pytaniu, ale przez krótki okres czasu, ja byłam z Kubą a Aga z Robertem. - odpowiedziała Ania, pałaszując zdrową sałatkę przygotowaną przez Agatę. 
-Żartujecie chyba? - zapytała głośno Ewa, czym przywołała do kuchni kilku mężczyzn siedzących w salonie, a byli to: Robert Lewandowski, Jakub Błaszczykowski, Artur Jędrzejczyk, Łukasz Piszczek i Łukasz Fabiański. Zaciekawiły ich bowiem wysokie dźwięki dochodzące z kuchni, w których partnerki piłkarzy kończyły przygotowywać wystawny obiad, który miał być ich spotkaniem po krótkiej przerwie. 
-A Tobie co? - zapytał Piszczek, wpatrując się w swoją żonę. Ewa rzuciła mu mordercze spojrzenie, czym wprawiła w śmiech jego przyjaciół obserwujących jego reakcję. 
-Ewa dość emocjonalnie przyjęła wieść o dość dziwnych relacjach panujących między Agą, Anią, Lewym i Kubą. - odpowiedziała Julia uśmiechając się do nich szeroko. 
-Jakie relacje? - zapytał Fabiański sugestywnie patrząc na Kubę i Roberta, którzy w jednej chwili zaczęli błądzić wzrokiem po ścianach kuchni, czym zaciekawili dosłownie wszystkich. 
-Ty, stary czy ty masz przede mną jakieś tajemnice? - zapytał Błaszczykowskiego, głosem pełnym wyrzutu Piszczek. Kuba w odpowiedzi jedynie zaczął pogwizdywać pod nosem, tylko po to, żeby nie odpowiedzieć na pytanie zadane mu przez Łukasza. Nigdy nie miał przed Piszczkiem żadnych tajemnic, jednak fakt, o którym wspomniała Julia był częścią życia, którą razem z Robertem owiali tajemnicą.
-Dobra ja uratuje sytuacje, bo widzę, że wy nie raczycie tego zrobić. - powiedziała Julia, chwytając kule ortopedyczne oparte o srebrną lodówkę. 
-Otóż Agata mając dwadzieścia lat, spotykała się przez kilka miesięcy z naszym kochanym Robertem. A Kuba w tym samym czasie spędzał miłe chwile z Anią. - powiedziała podchodząc do Ani, która z dużym zapałem pochłaniała warzywa z kolorowej miseczki. 
-Żartujecie sobie z nas? Mówiliście, że się przyjaźniliście! - zapytał Fabiański.
-Wam było wolno, a nam już nie? - zapytał po krótkiej chwili Robert, który jako pierwszy postanowił przerwać ich zmowę milczenia.
-Oj już się tak nie oburzaj. - powiedziała Agata pojawiając się obok Roberta. Ania jedynie uśmiechnęła się pod nosem, a Lewandowski stanął jak naburmuszony. 
-Ej, a ty to się nie pomyliłaś przypadkiem? - zapytał po chwili Jakub, gdy widział jak Agata uśmiecha się słodko do Roberta i daje mu buziaka w policzek. 
-Jak dzieci, normalnie jak dzieci. - skomentowała Julia i po krótkiej chwili opuściła powolnym krokiem kuchnie podpierając się na ciemnych kulach ortopedycznych. 





       -A ty jak się czujesz, co? - pytanie Wojtka Szczęsnego sprawiło, że siedząca dotąd na łóżku w towarzystwie Tosi, w swoim pokoju Julia, podniosła wzrok i z lekkim uśmiechem na twarzy spojrzała na bramkarza jednego z włoskich klubów. Musiała przyznać, że kontuzja, której się nabawiła, kolejny raz zniszczyła jej piękne marzenia. Chciała osiągnąć wiele i gdy miała taką możliwość i gdy była tego tak blisko, wszystko wyparowało, po tym jak podczas meczu została okrutnie sfaulowana, co w konsekwencji sprawiło, że sezon się dla niej zakończył, a kariera stanęła pod wielkim znakiem zapytania. 
-Myślałam, że wszystko już mi się udał, że wyszłam na prostą. A tu proszę ... - przerwała wskazując mu na leżącą na poduszce nogę. Kolano obandażowane było specjalnym bandażem, ze specjalną opaską, chroniącą przed urazem istniejącej kontuzji. Dodatkowo sina skóra dawała dodatkowo do zrozumienia, że uraz nie należał do delikatnych. 
-Nie przejmuj się, zobaczysz wszystko się ułoży. - powiedział siadając obok niej i obejmując ją swoim ramieniem. Bardzo ją lubił i chciał żeby młoda dziewczyna znalazła szczęście u boku, kogoś kto na nią zasługuje. Tak samo chciał, żeby życie potoczyło się względem Marysi, którą traktował jak najlepszą przyjaciółkę, której mógł się wygadać i wyżalić wiedząc, że dziewczyna go wysłucha i zrobi wszystko, żeby mu pomóc i co najważniejsze nikomu o tym nie powie, jeśli on nie wyrazi na to zgody. 
-Wiesz co, w sumie spełniły się moje największe marzenia. - dodała po chwili, uśmiechając się do bramkarza. Wojciech zmarszczył brwi, uważnie się jej przyglądając. Zdziwiła go swoimi słowami. 
-Co masz na myśli? - zapytał. Westchnęła, przyglądając się śpiącej na łóżku dziewczynce. 
-Mam świetnych przyjaciół, zyskałam rodzinę, zagrałam dla Barcelony. Wszystkie trzy się spełniły. - odpowiedziała mu, sprawiając, że na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Ta dziewczyna miała w sobie coś niesamowicie niezwykłego, co wszystkich zarażało. Jej uśmiech był niesamowicie piękny, o czym wszyscy bardzo dobrze wiedzieli. 
-Jesteś niesamowita i mam nadzieję, że spotkasz kogoś kto Cię pokocha najmocniej jak będzie tylko potrafił. - odpowiedział jej, całując dziewczynę w czoło. 
-Dziękuję Ci. - powiedziała cicho. Gdy mała Tosia otworzyła swoje oczki i wbiła swoje spojrzenie w bramkarza siedzącego na łóżku, piłkarz poczuł ukłucie w okolicach serca. Od ślubu z Mariną, co jakiś czas pojawiały się rozmowy odnoszące się do dzieci, jednak były one jedynie wspominaniem o powiększeniu rodziny, jednak wszystkie rozmowy dotyczyły odległej przyszłości. A on, zaczął dorastać do faktu zostania ojcem. Julia zauważyła w kącikach jego oczu zbierające łzy, nie sądziła, że Szczęsny może być takim wrażliwcem. Gdy objęła Szczęsnego ramieniem dostrzegła w odbiciu lustra Arka, idącego do jej pokoju z drewnianą tacą, na której stały trzy, porcelanowe kubki. Pokiwała mu lekko głową, gdy natrafiła na jego spojrzenie. On jedynie skinął i wycofał się z zamiaru wejścia do pokoju. 
-Kocham Marinę, bardzo ją kocham. Wiem jak bardzo chciała mieć dziecko, jeszcze przed naszym ślubem. Ale ja wtedy jeszcze nie byłem na tyle dojrzały, żeby się na to zdecydować. Teraz, gdy tak patrze na dzieci chłopaków, na Anię, która czeka na dziecko, zazdroszczę im. - powiedział, biorąc małą Tosię Jędrzejczyk na swoje drżące ręce. Chciał móc codziennie brać takie maleństwo w ramiona, przytulać ją, całować w czoło i w czubek głowy. Chciał, żeby mówiło do niego "tato". Wydawało mu się, że dorósł do tego faktu. 
-Dorosłeś Wojtek, dorosłeś. - stwierdziła, poprawiając śpioszki, okrywające ciało małej dziewczynki. 
-Powiedz Marinie, to co powiedziałeś mi. Zobaczysz, że będzie szczęśliwa. - uśmiechnęła się do niego. Podniósł na nią wzrok, jednak po krótkiej chwili kolejny raz wbił go w małą dziewczynkę. 
-A mogłabyś mi w tym pomóc? - zapytał niepewnym głosem.
-Mam z nią porozmawiać? - spytała patrząc na niego niepewnie. 
-Mogłabyś to dla mnie zrobić? - zapytał, a Julia po kilku chwilach namysłu pokiwała mu lekko, pozytywnie głową. Uśmiechnął się do niej szczerze i był wdzięczny za okazane mu zainteresowanie. 






     -Nie mówisz mi czegoś. - stwierdziła, stanowczym głosem Marysia stając obok Grzegorza, który oparty o pień rozłożystego drzewa obserwował uważnie siedzących w ogrodzie przyjaciół. Ostatni raz widzieli się dokładnie dwa tygodnie wcześniej, na ślubie Celii i Diego'a i Marysia miała wrażenie, że od tamtego momentu z piłkarzem zaczynało dziać się coś dziwnego, coś czego ona nie rozumiała. 
Krychowiak przymknął na krótką chwilę oczy, wziął głęboki oddech, po czym niepewnym wzrokiem spojrzał na swoją przyjaciółkę. 
-Nie prawda. - odpowiedział uśmiechając się do niej lekko. Zmarszczyła brwi, patrząc na niego przeszywającym spojrzeniem. Znała go już na tyle, żeby wiedzieć kiedy kłamie. Nie była głupia.
-O co Ci chodzi? - zapytała stając na przeciw niego. On jedynie przeniósł szybko wzrok, w zupełnie innym kierunku. Po to, żeby zbyt długo nie utrzymywać z blondynką kontaktu wzrokowego. Od powrotu ze ślubu Celii i Diego'a miała wrażenie, że mężczyzna zmienił swoje podejście do jej osoby. Nie wiedziała jednak dlaczego i nie ukrywała tego, że chciałby się tego dowiedzieć. 
-O nic mi nie chodzi! - krzyknął, chwytając jej nadgarstki w swoje dłonie. Gdy spojrzał na twarz blondynki zdał sobie sprawę, że przesadził. Puścił je, spuścił głowę i usiadł na zielonej trawie. Nie potrafił pomóc sam sobie i nie chciał przyjąć niczyjej pomocy. 
  Marysia po długiej chwili otrząsnęła się i spojrzała niepewnym wzrokiem na piłkarza, którego zachowanie bardzo ją niepokoiło. Nie wiedziała co ma o nim myśleć. Zmienił się, a ona zauważyła to już na ślubie Celii. Nie wiedziała jednak co było powodem takiego zachowania mężczyzny. 
Nie była pewna, ale wzięła głęboki oddech i podeszła do siedzącego na zielonej trawie piłkarza. Zależało jej na Krychowiaku, i wiedziała o tym bardzo dobrze. 
-Grześ. - blondynka kucnęła obok niego, kładąc dłonie na jego umięśnionym ramieniu. Chciała mu pomóc, chciała żeby mężczyzna się przed nią otworzył i powiedział co leży na jego sercu. 
-Grzesiu, popatrz na mnie. - powiedziała, delikatnie unosząc jego podbródek swoją dłonią. Nie wiedziała co ją tknęło, co sprawiło, że złożyła na wargach Grzegorza swoje wargi. Przymknęła powieki, gdy piłkarz odwzajemnił pocałunek. Objął ją w pasie, przyciągając ją do siebie. Oderwali się od siebie dopiero w momencie, w którym obydwojgu zabrakło powietrza. 
-Ja przepraszam, nie powinnam... - położył na jej ustach palec, dając jej do zrozumienia, że nie akceptuje słów, które wypowiedziała. Uśmiechnął się do niej delikatnie, objął w pasie kolejny raz i bez słowa przyciągnął do siebie i kolejny raz zatopił się w jej wargach, smakujących malinami. W wargach, o których śnił każdej nocy. Gdy przerwał pocałunek spojrzał w jej piękne oczy, w których dostrzegł błysk a jej twarz ozdobił piękny uśmiech. Oparł łokcie na trawie, na której leżała Marysia i wpatrywał się w nią jak w Boginie, co nie umknęło uwadze obserwujących ich Łukasza Fabiańskiego i Wojtka Szczęsnego. Obaj wiedzieli, że nie jest to zbyt fair w stosunku nich, jednak chcieli aby dwójka była szczęśliwa. 
-Widzisz to co ja? - spytał szeptem Wojtek, trącając łokciem stojącego obok niego Fabiańskiego.
-Widzę! - warknął, co zaciekawiło Szczęsnego. 
-Łukasz wyłaź zza tego drzewa. - stwierdzenie Marysi sprawiło, że wpatrzony w nią Grzegorz zmarszczył brwi. Blondynka posłała mu uśmiech, po czym ruchem oczami skierowała jego spojrzenie na rozłożyste drzewo, za którym stali Łukasz Fabiański i Wojtek Szczęsny, którzy chwili dopilnować aby siostra tego pierwszego i najlepszy przyjaciel tego drugiego, po prostu byli szczęśliwi. Fabiański zrobił wielkie oczy, słysząc słowa swojej siostry. Zdziwiła go taka kolej rzeczy. 
-Skąd wiedziałaś? - spytał, wychylając się zza szerokiego konara. 
-Znam Cię na wylot braciszku. - skomentowała, podnosząc się na łokciach i uważnie przyglądając się zdziwionej twarzy swojego jedynego brata.
-Po prostu chcę, żebyś była szczęśliwa i czy trudno zrozumieć to, że chcę dopilnować tego, żebyś trafiła w odpowiednie ręce. - rzucił z naburmuszoną miną, sprawiając, że Szczęsny parsknął śmiechem. 
-Znowu szpiegujesz?! - Łukasz podskoczył w miejscu słysząc stanowczy głos swojej żony, Anna. Fabiańska stała wraz ze swoją przyjaciółką Ewą Piszczek. Obie kobiety stały nieopodal nich ze skrzyżowanymi na klatkach piersiowych rękoma, wzrokami bazyliszka skierowanymi na Fabiańskiego i z uniesionymi do góry brwiami. Żadna z tych dwóch kobiet nie znosiła nadopiekuńczości starszego z bramkarzy reprezentacji Polski. Ewa, zachowanie swojego męża względem swojej siostrzenicy, również krytykowała. 
-Nie szpieguje. - odpowiedziała, prostując się jak na zawołanie.
-Aha, Piszczu też tak mówi. - rzuciła Ewa kierując wzrok w stronę Piszczka i Błaszczykowskiego bawiących się nad małym jeziorkiem nieopodal domu. 
-O co wam chodzi? - zapytał, przyjmując obronną postawę. 
-Do domu! - warknęła Anna wbijając w męża mordercze spojrzenie. 
-Ale.. 
-Do domu! - warknęła po raz kolejny, wskazując Fabiańskiemu dłonią w kierunku domu rodziny Błaszczykowskich. Wojtek widząc całą scenę roześmiał się, co nie umknęło uwadze towarzyszącej Fabiańskim, Ewie.
-Ty Wojtek, też. - powiedziała, chwytając go za poły bluzy i niepocieszonego zaciągnęła do domu, żeby dali oni spokój świeżo upieczonym zakochanym. Odchodząc z tamtego miejsca obie kobiety, odwróciły się i posłały w kierunku Marysi lekkie uśmiechy, i puściły w jej kierunku oczko. Lekarka odpowiedziała im delikatnym uśmiechem na twarzy.
    Marysia odprowadziła towarzystwo wzrokiem, a na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech, który od razu zwrócił uwagę stojącego nieopodal Krychowiaka. Grzegorz spojrzał na nią i już po krótkiej chwili pojawił się obok niej, obejmując ją w pasie i przyciągając do siebie. Przejechał dłonią po jej policzku, uśmiechając się do niej uwodzicielsko, co dziewczynie nie umknęło. 
-Przyjedziesz do mnie, do Sevilli? - zapytał, błądząc wzrokiem po twarzy blondynki. 
-A po co, miałabym do Ciebie przyjeżdżać? - spytała, bawiąc się skrawkiem jego jasnej koszuli, spod której wystawał ciemny podkoszulek, będący prezentem od byłej, już, dziewczyny. 
-Kocham Cię, na prawdę i nie potrafiłem patrzeć bez bólu na to jak uśmiechasz się i tańczysz z innymi na ślubie i weselu Diego'a i Celii. Mnie traktowałaś tylko jak przyjaciela, nie patrzyłaś inaczej i to mnie bolało. A teraz, gdy wiem, że mam u Ciebie jakieś szansę, chciałbym żebyś dała szanse nam. - po słowach, które usłyszała z ust Grzegorza w kącikach jej oczu zalśniły łzy. Nie sądziła, że Grzesiek może nosić w sobie tak wiele, różnych emocji, których nie potrafił jej przekazać. Wzruszył ją, sprawiając, że odetchnęła głęboko. Ona czuła do niego to samo, i była szczęśliwa, że usłyszała to wyznanie z jego ust. 
-Kocham Cię. - szepnęła, po czym złączyła ich usta w namiętnym, pełnym uczucia pocałunku. Gdy oderwali się od siebie, zaplotła swoje dłonie na jego szyi, po czym uśmiechnęła się do niego uroczo. 
-Przyjadę do Sevilli i tak łatwo mnie z niej nie wyrzucisz. - powiedziała grożąc mu przed nosem palcem. 
-Nie mam zamiaru. - odpowiedział uśmiechając się do niej szeroko i całując ją w czubek jej głowy. 





♦♦♦


kilka słów ode mnie:


Nie było mnie miesiąc i trzynaście dni, choć powinnam pojawić się wcześniej. Niestety ... mam dużo spraw, które nie pozwalały mi zaglądać tu częściej, jednak teraz postaram się nadrobić zaległości i mam nadzieję, że wybaczycie mi moją niedyspozycję. Mam nadzieję, że nie będziecie trzymać urazy i wybaczycie mi moją nieobecność. Dziękuję za komentarze, które pomimo braku nowych rozdziałów, pojawiały się pod poprzednimi. 
Obiecuję wam, że dokończę tę historię. Bądźcie tego pewni. 
Dziękuję za to, że mimo wszystko tu jesteście, czytacie, komentujecie. Nawet nie wiecie ile znaczy dla mnie ten fakt. Bardzo was za to kocham i nic tego nie zmieni.  


Pozdrawiam was bardzo, bardzo gorąco.
Buziaczki.
Evie.

   

  





  
     
      
        

wtorek, 7 marca 2017

Rozdział XXXIII -"Jak będę w ciąży, o ile kiedykolwiek będę, dowiecie się o tym, nawet wcześniej niż domniemany ojciec."

8 komentarzy:

   Kwiecień 2017 r.
Warszawa, Polska.


       Artur Jędrzejczyk z miłością odbijającą się w tęczówkach, wpatrywał się w śpiącą w drewnianym łóżeczku, jego sześciodniową córeczkę. Antonina Teodorczyk rozkochała w sobie nie tylko swojego ojca. Personel szpitala, w którym przyszła na świat od razu zakochał się w córce polskiego piłkarza i asystentki prezesa Bońka. I choć oni nie darzyli się miłością, to mała dziewczynka była jedynym co mogłoby to zmienić. Przyjaciele rodziców małej dziewczynki mieli cichą nadzieję, że Artur i Kasia w końcu staną na ślubnym kobiercu z miłości, a nie z przymusu. Piłkarz oparł dłonie o szczebelki drewnianego łóżeczka i z uśmiechem na twarzy westchnął wpatrując się w owoc jednej, jedynej upojnej nocy z Woźnicką. Od dziewięciu miesięcy próbował bić się z myślami, wyrzucać z siebie uczucia, które dobijały się do jego serca. Poprawił kolorową kołderkę, przykrywając swój skarb nieco szczelniej, tak żeby niemowlak nie zmarzł podczas snu. 
-Nie idziesz spać? - drgnął słysząc cichy szept Kasi nad swoim uchem. Woźnicka razem z ich córeczką wróciła ze szpitala dwa dni temu, jednak nadal wydała się być zmęczona porodem. Podkrążone oczy, blada twarz, wypłowiałe włosy i chęć snu sprawiały, że nie chciała wychodzić ze swojego pokoju w małym, jednorodzinnym domu na obrzeżach Warszawy. 
-Zaraz pójdę. - odpowiedział kierując swój wzrok na kobietę. Blondynka niepewnie skrzyżowała je ze sobą. Bała się spojrzeć w jego oczy. Jej przyjaciele dobitnie dali jej do zrozumienia, że coś się w nich zmieniło. Ona również się zmieniła, tylko nie wiedziała jak miałaby to wszystko wyglądać.
-To może zrobię Ci herbaty? - zaproponowała. Jędrzejczyk uśmiechnął się delikatnie kiwając dziewczynie z aprobatą głową. Lekko położyła dłoń na jego ramieniu, po czym wyszła z pokoju, który zagospodarowali dla ich małej córeczki. Gdy cicho zamknęła drzwi do pokoju, oparła o nie głowę. Chciała nie dopuszczać do siebie uczuć, które od pewnego czasu ewidentnie chciały przebić się do jej serca. 
    Postawiła jasny czajnik na włączonej płycie indukcyjnej. Do dwóch kolorowych, porcelanowych kubków wrzuciła dwie saszetki owocowej herbaty, po czym zalała je gorącą, wręcz wrzącą głową. Wsypała do kubków po dwie łyżeczki cukru, po czym postawiła je na blacie małego, drewnianego stołu stojącego nieopodal ciemnych drzwi ze szklanymi szybami. Usiadła na jednym z trzech krzeseł i obejmując gorący kubek swoimi dłońmi zaczęła myśleć nad wszystkim co usłyszała od przyjaciół, ale i o tym co sama czuła. Dotąd sądziła, że Jędrzejczyk jest zimnym, perfidnym chamem, który myśli tylko o rozrywkach. Od ich wspólnej nocy wszystko zaczęło się zmieniać. Zaczęła dostrzegać w nim wiele pozytywnych cech. Miała również wyrzuty sumienia odnośnie tego, że źle go oceniła. Bardzo źle go oceniła. Chciałaby to zmienić, nie wiedziała jednak w jaki sposób miałaby to zrobić. 
-Chłopaki przyjadą w niedzielę, jeśli to nie problem. - głos Artura wyrwał Kasię z zamyślenia. Blondynka podniosła głowę wbijając wzrok w szatyna, który po krótkiej chwili zajął miejsce na drewnianym krześle, na przeciwko niej. 
-Wiem, Agata dzwoniła. - powiedziała po chwili wpatrując się uporczywie w parę wodną, która unosiła się znad porcelanowego kubka. 
-Powinnaś odpocząć, ten poród Cię wykończył. - przygryzła wargę, przymykając na chwilę powieki. Nie wiedziała jak powinna z nim rozmawiać, jak miała bić się z myślami, które coraz częściej kierowały się do osoby piłkarza. Bała się, że uczucia znów wezmą górę. 
-Lilka z Julką i Marysią mają jutro przyjechać, zająć się Tosią, gdy będziesz na treningu. - odpowiedziała mu, niepewnie zatrzymując wzrok na jego twarzy.  Gdy obwieściła mu, że jest w ciąży od razu, bez namysłu zadeklarował, że się nią zajmie. Nie zmuszała go do tego, sam się zadeklarował. Zaimponował jej tym. 
-To dobrze. - dodał nie odrywając od niej wzroku. 


-Normalnie można się w niej zakochać. - powiedziała Julia biorąc na ręce malutką dziewczynkę, córkę Kasi i Artura. Liliana Kozłowska uśmiechnęła się podając swojej córce, trzyletniej Berenice, świeżo wyciskany sok z marchewek. Julia i Marysia były pierwszymi osobami, którym wyjawiła swój mały sekret. Nie było jej łatwo pozbierać się po tym wszystkim co przeszła. I za pewne gdyby nie pomoc Kasi i jej ciotki w życiu nie udałoby się jej pogodzić wychowywanie córeczki, opłacanie rachunków i pracę, której nie chciała tracić. Osobom, które znała nie potrafiła wyjawiać swoich życiowych tajemnic. Nie miała w zwyczaju obarczać ludzi swoimi problemami. 
-To prawda. - dodała po chwili, gdy mała Berenika z pluszowym misiem przyciśniętym do klatki piersiowej skierowała się do Julii trzymanej w swoich ramionach córkę piłkarza i blondynki. 
-Nie sądzisz, że dobrze by było gdyby w końcu przejrzeli na oczy? - zapytała Julia wkładając małą dziewczynkę do wózka stojącego w salonie domu Jędrzejczyka. 
-Dobrze by było, ale to ich życie i my nic nie możemy zrobić. - odpowiedziała jej Liliana sadzając sobie na kolana swoją trzyletnią córkę, która na samym początku już polubiła koleżanki swojej mamy. 
-Soku? - zapytała Marysia wychodząc z kuchni z tacą zapełnioną szklankami oraz dzbankiem soku pomarańczowego. Obie kobiety uśmiechnęły się widząc lekarkę. Zaraz po tym jak Kasia zadzwoniła do nich z prośbą o pomoc postanowiły rzucić  wszystko i pojechać do Warszawy, aby pomóc świeżo upieczonej matce z opieką nad małą córeczką. 
-Dziękujemy. - odpowiedziały uśmiechając się do siostry Fabiańskiej. Marysia położyła tacę na szklanym blacie stolika i usiadła na jednym z dwóch foteli dopasowanych do sofy stojącej pod ścianą. 
-O czym rozmawiałyście? - zapytała nalewając do szklanki niedużą ilość soku, który przyniosła z kuchni domu zamieszkałego przez Kasię, Artura i małą Tosię. Ona, jako najlepsza przyjaciółka Kasi miała największe nadzieje na to, że Woźnicka w końcu przejrzy na oczy i zdecyduje się na związanie z Jędrzejczykiem już na dobre. Nie tylko ze względu na małą Antoninę. 
-O Kasi i Arturze. - powiedziała Julia uśmiechając się do Bereniki wpatrzonej w misia, którego dała szatynce chwilę wcześniej. 
-Dajmy im czas. - odparła kiwając lekko głową. Zazdrościła macierzyństwa zarówno Kasi, jak i Lilianie. Nie traciła nadziei, i wierzyła, że niedługo będzie mogła tak jak one przytulać do siebie małe dziecko, które pokocha już w momencie, w którym dowie się o jego istnieniu. 
-A co słychać u pani Grażynki? - zapytała w pewnym momencie Julia wywołując delikatny, ale szczery uśmiech na twarzy blondynki. Z mamą Grzegorza utrzymywała stały kontakt, nawet częstszy niż z samym piłkarzem. Bardzo ją polubiła, stawiając ją na drugim miejscu, zaraz po swojej rodzicielce. 
-Super. Mała ma już trzy miesiące. - odpowiedziała z uśmiechem na ustach. Obie dziewczyny wymieniły się porozumiewawczymi spojrzeniami. Wszyscy widzieli jak traktuje Krychowiaka i nawet mieli wrażenie, że coś między nimi jest. 
-Krycha ma szczęście. - dodała po krótkiej chwili, cicho, tak jakby jedynie do siebie. Kowalczyk oddała misia córeczce Liliany, po czym przysiadła obok Marysi obejmując ją przyjacielskim ramieniem. 
-Zobaczysz zostaniesz mamą. Będziesz miała gromadkę dzieci, a Krycha Ci w tym pomoże. - Fabiańska rzuciła Julii pełne politowania spojrzenie, po czym cała trójka wybuchła śmiechem sprowadzając na dół odpoczywającą dotąd Kasię. 
-A wy co takie szczęśliwe? - zapytała Woźnicka a wszystkie pary oczu wbiły się w jej osobę. 


 -Kto z was gotował, bo na pewno nie Jędza. - odparł Sławomir Peszko odkładając talerz do zlewu. Kasia, która w towarzystwie Marysi i Julii siedziała w kuchni, jedynie uśmiechnęła się do przyjaciela Artura. 
-Zosia. - odpowiedziała Julia z uśmiechem na twarzy, wyciągając z lodówki kawałek kremówki, który leżał osamotniały na półce w lodówce. Sławek zmarszczył brwi dostrzegając leżące na stole w kuchni ogórki kiszone. Uśmiechnął się do nich i po chwili wyszedł z kuchni wracając do salonu, w którym siedziała większość reprezentacji Polski. 
  Wyraz twarzy Peszko zaciekawił wszystkich poczynając od Jędrzejczyka a kończąc na Zielińskim śmiejącym się z czegoś razem z Milikiem. 
-A Tobie co? - zapytał Lewandowski marszcząc brwi. 
-Kuba a ty jesteś pewien, że Twoja siostra nie ukrywa nic przed Tobą? - zapytał sprawiając, że wszyscy z zainteresowaniem wbili w niego zaciekawione spojrzenia. Szczególnie Błaszczykowski i Milik. 
-Co masz na myśli? - odpowiedział pytaniem na pytanie Sławka. 
-Zachowuje się zupełnie tak, jakby miała za jakiś czas oznajmić Ci, że zostaniesz wujkiem. - po słowach Peszko, Błaszczykowski zrobił wielkie oczy. Tak jak i reszta reprezentacji. Łukasz siedzący obok Kuby pomagał mu znaleźć tlen potrzebny do oddychania, bo wyraźnie mu go brakowało. 
-Milik ty wiesz coś na ten temat? - Arek zadławił się napojem, który wcześniej znalazł się w jego ustach. Takiego pytania ze strony Błaszczykowskiego się nie spodziewał. Był jedynie przyjacielem dziewczyny. 
-No wiesz co! - oburzył się. Z Julią nie łączyło go nic więcej, niż tylko klub, w którym grali i mieszkanie, w którym mieszkali. Całował ją jeden raz i więcej tego nie zrobił, choć nawet tego chciał. Przyjaźń z dziewczyną była dla niego ważniejsza i nie chciał jej zniszczyć, mając na uwadze to, że ona może nie podzielać jego uczuć. 
-Czego się drzecie, bałwany? - zapytała siostra Kuby stając w progu salonu. Omiotła ich morderczym spojrzeniem i gdyby owe działało, piłkarze reprezentacji leżeliby już martwi na posadzce salonu domu na obrzeżach stolicy. 
-Julcia, a ty nie masz mi czegoś do powiedzenia? - zapytał Kuba stając obok Arka, który nadal bił się z myślami. Czyżby jednak Kowalczyk coś przed nim ukrywała? Może jej znajomość z Rafael'em to nie tylko przyjacielskie stosunki? 
-Mam. - odpowiedziała wbijając swój wzrok w przyjaciela i brata. Wymienili się spojrzeniami przełykając głośno ślinę. 
-A chociaż znam go? - zapytał niepewnie. Julia zmarszczyła brwi słysząc słowa swojego przyrodniego brata. Była bowiem ciekawa na jak debilny pomysł chłopcy wpadli tym razem. 
-Kogo? 
-No tego, który Ci go zmajstrował. - odpowiedział jej Peszko. 
-Kogo zmajstrował? Coście ćpali, bo musieliście coś brać, albo pić. - odparła przewracając oczami. 
-Dziecko. - powiedział w końcu Arek ciekaw odpowiedzi jakiej udzieli mu Julia. Reakcji Kowalczyk jednak się nie spodziewali. Dziewczyna bowiem zaśmiała się, pukając palcem w czoło.
-Wy myśleliście, że jestem w ciąży? - zapytała z politowaniem na nich spoglądając. Ich miny jasno dały jej do zrozumienia, że nie potrzebuje słyszeć odpowiedzi, którą dobrze zna. 
-Jak będę w ciąży, o ile kiedykolwiek będę, dowiecie się o tym, nawet wcześniej niż domniemany ojciec. - odpowiedziała uśmiechając się do niech szeroko i sztucznie. Odwróciła się na pięcie i wróciła do kuchni, w której zostawiła przyjaciółki. 
-Jak ty z nią wytrzymujesz, dzieląc z nią mieszkanie? - zapytał Arka wzdychając. Milik jedynie wypuścił głośno powietrze, co spotkało się z chichotem jego kumpli z drużyny. Prawdą było to, że Kowalczyk czasami zachowywała się jakby była w ciąży. Miała wahania nastrojów, których on nie był  w stanie znieść, co kończyło się tym, że wychodził pobłąkać się do Barcelonie w towarzystwie Rafinhy i Neymar'a. Pocieszali go, że pewnego dnia wszystko się zmieni. On jednak w to nie wierzył.
-Nie jest łatwo, ale jeszcze żyje. - powiedział obejmując Kubę ramieniem i uśmiechając się do niego. 
-Spokojnie, państwowy pogrzeb masz jak w banku. - całe towarzystwo wybuchnęło śmiechem słysząc komentarz Błaszczykowskiego. 
-Słyszałam i gwarantuje, że obu was pochowam pod dyktą na polu. - dodała wyglądając zza ściany oddzielającej kuchnię od salonu. 
-Spokojnie panowie, Julka ma gorszy dzień. - skomentowała Marysia uśmiechając się w ich kierunku. Kowalczyk natomiast obdarzyła ją morderczym spojrzeniem, tym samym, którym obdarzyła chwilę wcześniej Arka Milika i Kubę Błaszczykowskiego. 


    -Jak odnajdujesz się w Sevilli? - zapytała Marysia, gdy w kuchni, w której kończyła zmywać naczynia po obiedzie. W salonie było już coraz mniej gości, którzy ze względu na małą Antoninę, potrzebującą spokoju postanowili się ulotnić. 
-Na pewno lepiej niż w Paryżu. - odpowiedział siadając na drewnianym krześle, stojącym przy stole, na którym stało kilka szklanek, woda mineralna, dzbanek soku i patera z ciastem przygotowanym poprzedniego wieczora przez Kasię. 
-A ty jako ordynator jak funkcjonujesz? - spytał podciągając nogi pod brodę. Marysia wytarła wilgotne dłonie w kolorową ścierkę kuchenną i odwróciła się w jego kierunku. Posłała mu delikatny uśmiech, opierając się o ciemny, kuchenny blat. 
-Nie narzekam, choć nie ukrywam, że nie mam nawet czasu na to, żeby porządnie się wyspać. - zaśmiała się, uważnie się mu przyglądając. Nie mówiła o tym otwarcie, ale tęskniła za nim. Zaprzyjaźniła się z nim, w jego towarzystwie było jej wyjątkowo dobrze, z czego zdawała sobie sprawę dopiero w momencie, w którym nie było go obok niej. 
-Mama mówiła, że zgodziłaś się być matką chrzestną małej. - piłkarz zaczął bawić się skrawkiem obrusu, który swobodnie leżał na blacie drewnianego stołu. Blondynka nieco poszerzyła swój uśmiech na samo wspomnienie pani Grażynki. Kobieta już jakiś czas temu zaproponowała jej, aby ta została mamą chrzestną ich pierwszej córki, a zarazem trzeciego dziecka. Zarówno mama Grzegorza, jak i jego ojciec obawiali się nieco tego czy podołają przeciwnością jakie czekają na nich, po tym jak na świecie pojawi się ich kolejna latorośl. 
-Zgodziłam. - odpowiedziała mu.
-Może odwiedziłabyś mnie w Sevilli, gdybyś znalazła czas? - zaproponował. Po krótkiej chwili dziewczyna pokiwała mu lekko głową, uśmiechając się uroczo. Przydadzą jej się wakacje, była tego pewna w stu procentach.



-Nadal jesteś na mnie zła? - zapytał Arek próbując porozmawiać z Julią, która od czasu popołudniowej wymiany zdań chodziła po domu Artura i Kasi naburmuszona. Również teraz, gdy szli jedną z warszawskich ulic nie obdarzyła go nawet przelotnym spojrzeniem. Nie ukrywał tego, że taki obrót spraw mu nie pasował. Nie odpowiedziała.
-Julka mówię do Ciebie. - kolejna jego próba spełzła na niczym, bo szatynka odwróciła głowę w inną stronę rozglądając się po ruchliwej, warszawskiej ulicy. Do odlotu samolotu, którym mieli wrócić do Barcelony, mieli jeszcze kilka godzin, więc mogli pozwolić sobie na włóczenie po stolicy.
-Mówię do Ciebie! - warknął, tym razem zagradzając dziewczynie drogę. Tym razem postanowiła odpuścić, wiedząc, że Milik nie da za wygraną.
-Nie jestem na Ciebie zła. Po prostu chyba dogadujesz się lepiej z Kubą niż ja. - powiedziała z wyrzutem w głosie i spojrzeniu. Nie sądził, że jego przyjaciółce przeszkadzają jego dobre kontakty z byłym kapitanem reprezentacji. Dużo mu zawdzięczał, znalazł w nim oparcie, więc jego stosunki względem niego były oczywiste. Nie sądził jednak, że Julii ten fakt tak bardzo przeszkadza.
-Spójrz na mnie mała... - uniósł jej podbródek tak, żeby poczuć na swojej twarzy jej wzrok. Uśmiechnął się do niej lekko, mając nadzieję, że dziewczyna uważnie go wysłucha i nie zrozumie opacznie jego zachowania. 
-...Kuba bardzo mi pomógł, dzięki niemu jestem tu, gdzie jestem. Jest dla mnie jak ojciec i tak mnie traktuje. Jestem mu za to wdzięczny. Zawsze będzie częścią mojego życia, ale nie chcę stawać na drodze waszych relacji. To jest Twój brat, nie mój. - zacisnął mocniej jej dłonie, zamykając je w swoich. Błądziła wzrokiem po jego twarzy, bijąc się z myślami, które kłębiły się w jej głowie. Była zazdrosna o jego relacje z braćmi Błaszczykowskimi, bo zarówno Jakub, jak i Dawid często o nim mówili i wspominali go w praktycznie, każdej rozmowie, którą z nią prowadzili. 
-Ja po prostu nie umiem powiedzieć mu jak dużo dla mnie znaczy. Ty też dla mnie dużo znaczysz, ale ja boję się, że znowu stanie się coś, co zabierze mi to, co mam. Nie chcę znów wszystkiego stracić. Nie dałabym rady znów podnieść się po takim ciosie. - w jej oczach pojawiły się łzy. Arkadiusz bez myślenia przytulił ją do siebie. Nie wiedział bowiem, że dziewczynie jest aż tak ciężko. W tym momencie utwierdził się w przekonaniu, że musi być obok niej bez względu na wszystko. 






♦♦♦


kilka słów ode mnie...

Nie było mnie tutaj dwa miesiące i dwa dni, nad czym bardzo ubolewam. Gdzieś zgubiłam pomysł na dokończenie wątków naszych bohaterów, jednak po woli, gdzieś zaczynam odnajdywać te wszystkie pomysły, które jeszcze na początku tej historii sypały się w mojej głowie. Również czas, nie grał na moją korzyść. Nie chcę się wam usprawiedliwiać, bo wiem, że to mi w niczym nie pomoże. Zawiodłam was i jestem tego świadoma. Mam nadzieję, że jednak mi wybaczycie. Jeden z komentarzy, który przeczytałam pod jednym z postów, sprawił, że postanowiła tutaj wrócić. Chcę dokończyć tę historię i to się nie zmieni, nawet na chwilę. Postaram się kolejny rozdział dodać, albo w sobotę, albo na początku przyszłego tygodnia. Nie spocznę, dopóki nie wstawię tutaj epilogu tej historii.

Dziękuję za to, że mimo wszystko tu jesteście, czytacie, komentujecie. Nawet nie wiecie ile znaczy dla mnie ten fakt. Bardzo was za to kocham i nic tego nie zmieni.  

Pozdrawiam was bardzo, bardzo, bardzo gorąco.
Buziaczki. 
Evie. ♥

czwartek, 5 stycznia 2017

Rozdział XXXII - "Zawsze męskie decyzje w tym związku muszę podejmować ja."

12 komentarzy:
Arłamów, Polska
20 marzec 2017 r.


▬ ▬ ▬

       Artur Jędrzejczyk stał przed drzwiami pokoju hotelowego należącego od kilku dni do Liliany. Znał młodą agentkę od kilku miesięcy i musiał przyznać, że była bardzo wartościową osobą. Doświadczoną znacznie przez pokrętny los, który to wyznaczył dla niej zdecydowanie zbyt pokrętną drogę. Był pełen podziwu dla Kasi i siostry jej zmarłej mamy, które wbrew logice podały dziewczynie pomocną dłoń, odwracając się jednocześnie od syna tej drugiej. Kozłowska w jego oczach bardzo dużo zyskała, gdy pomogła mu wrócić do Legii Warszawy, negocjując kontrakt, za który był jej bardzo, bardzo wdzięczny. Obiecał Kasi, że będzie się nią opiekował i postanowił dotrzymać danego jej słowa. Zapukał cicho w drzwi i cicho westchnął. Zegarek wiszący na korytarzu wskazywał ósmą rano, więc wiedział, że dziewczyna już nie śpi. Otworzyła po krótkiej chwili. Uśmiechnęła się do niego lekko spinając włosy w lekkiego koka na czubku głowy. Odpowiedział jej podobnym gestem. 
-Idziesz na śniadanie? - zapytał. Pokiwała mu twierdząco głową, na krótką chwilę wchodząc w głąb swojego pokoju i zabierając z niego telefon komórkowy i jasną bluzę dresową. Z uśmiechem zamknęła drzwi kartą magnetyczną i wsunęła ją do kieszeni jasnych spodni jeansowych, po czym razem z nim skierowała się w kierunku schodów, prowadzących na parter hotelu ośrodka w Arłamowie. 
-Dzień dobry. - powiedziała, gdy razem z obrońcą znaleźli się w hotelowej restauracji. Posłała uśmiech w kierunku stolika sztabu szkoleniowego i razem z Jędrzejczykiem udali się do tego, przy którym były jeszcze dwa wolne miejsca. Sławomir Peszko i Kamil Grosicki z uśmiechami wskazali dziewczynie na krzesło znajdujące się między nimi. Wymieniła z Jędrzejczykiem niepewne spojrzenie. Obrońca reprezentacji posłał jej delikatny uśmiech, dodając jej nieco pewności siebie. Lubiła pracę ze sportowcami. Negocjowanie kontraktów z klubami, sponsorami, wtedy czuła się jak ryba w wodzie. Jej karierę wśród skoczków narciarskich zakończyło życie, a Kasia pomogła jej wrócić do środowiska, które dawało jej najwięcej radości. 
-Może tosta? - zapytał Sławek podsuwając pod nos dziewczyny talerz z parującymi jeszcze tostami. Uśmiechnęła się do niego delikatnie, zabierając ze stosu jedną sztukę. Pokiwała mu głową, dziękując. Uśmiechnął się odkładając talerz na miejsce.
-A ja nie dostanę? - Jędrzejczyk spojrzał na Peszko z wyrzutem. Ten jedynie rzucił mu pełne politowania spojrzenie i puknął się w czoło. 
-Sam sobie weź. - skomentował, wywołując uśmiech na twarzach pozostałych siedzących przy stole. 
-A ty Lili to tak w ogóle to czym się zajmujesz? - zapytał ciekawy Wojciech Szczęsny, którego obecność nowej kobiety w kadrze bardzo go ciekawił. I może gdyby nie jego stan cywilny spróbowałby swoich sił w rozkochaniu dziewczyny. 
-Jestem agentką sportowców. Zajmuje się ich życiem zawodowym i czasami prywatnym, o ile mogę im pomóc. - odpowiadając mu uśmiechnęła się lekko. Artur obserwujący kontem oka zauważył dziwne spojrzenie Szczęsnego. Odchrząknął, zwracając na siebie uwagę bramkarza.
-Jest dobrym duchem sportowców. Moim szczególnie. - powiedział dobitnie a jego wzrok nie był zbyt przyjemnym. Kozłowska pokręciła nieznacznie głową, po czym uśmiechnęła się delikatnie. Artur jej zdaniem był idealnym kandydatem na męża, ojca. Dla niej również był dobrym opiekunem i co ważne potrafił dochować tajemnicy. 
-Ale nigdy o Tobie nie słyszałem. - wtrącił Lewandowski. 
-Bardzo prawdopodobne. Miałam rok przerwy, a wcześniej zajmowałam się skoczkami narciarskimi. - pokiwał z uznaniem głową. 
-To piłka nożna, to dla Ciebie inne środowisko. - zasugerował Błaszczykowski.
-Przyzwyczaję się. Sukces na swoim koncie jakiś już mam. - rzuciła, kładąc dłonie na blat stołu. 
-Jaki? - spytał tym razem Grosicki.
-Transfer Artura. - odpowiedziała wbijając wzrok w Jędrzejczyka popijającego kawę z porcelanowego kubka. 
-A znasz może Stocha? - Gabrysia ożywiła się, po tym jak koncertowo znokautowała Zielińskiego, który próbował ją połaskotać. Piotr, któremu udało się nieco ocieplić stosunki z byłą dziewczyną, na nowo stał się pozytywną osobą. Zawdzięczając wiele Błaszczykowskiemu. 
-Znam. - zaśmiała się odpowiadając na owe pytanie. Gabrysia z uznaniem spojrzała na dziewczynę posyłając jej szczery uśmiech. 
-A tego przystojniaka Schlierenzauera? - Jędrzejczyk parsknął śmiechem zadziwiając wszystkich siedzących z nim przy stole. Jedynie Liliana wiedziała co tak rozśmieszyło Jędrzejczyka.
-Też znam, a nawet więcej. Byłam, to znaczy, nadal jestem jego agentką. - odpowiedziała Juli uśmiechając się do niej lekko. Milik siedzący obok Kowalczyk nie wydawał się być zbyt zadowolony reakcją piłkarki, co nie umknęło uwadze brata dziewczyny. Zaśmiał się pod nosem. 
-Wow. A mogłabyś mnie z nim poznać? - zapytała Julia uśmiechając się do Liliany. Kozłowska pokiwała jej z aprobatą głową uśmiechając się do niej promiennie. 
-Jasne. Greg bardzo lubi oglądać żeńską piłkę nożną  i z tego co wiem, jesteś jego ulubioną piłkarką. I zgodzi się na milion procent. - Kowalczyk pisnęła z radości sprawiając, że Milik zacisnął ze złości zęby. Takiej reakcji przyjaciółki się nie spodziewał. 


    -Może Ci pomóc? 
 Piotr Zieliński pojawił się obok Gabrysi, która siedząc na murawie jednego z boisk treningowych na terenie ośrodka sportowego w Arłamowie. Spałek spojrzała na niego posyłając mu delikatny uśmiech. Nie było jej łatwo uwierzyć w to, co jej mówił. Dopiero długa i wyczerpująca rozmowa z Jakubem dała jej dużo do myślenia. Postanowiła dać mu szansę, jednak trzymając go nadal nieco na dystans. 
-Już kończę. - odpowiedziała podpisując ostatnią z kartek leżących na jej kolanach. Włożyła je do kolorowej teczki, po czym odłożyła ją na zieloną, równo przystrzyżoną trawę. Spojrzała na Piotra, który chwilę wcześniej położył się na ziemi i z okularami przeciwsłonecznymi wpatrywał się w błękitne niebo. Przyglądała się mu, bawiąc się źdźbłem trawy. Wydawał się jej być zdecydowanie inną osobą niż wcześniej. Wiele miesięcy próbował zdobyć jej zaufanie, naprawić to, co kiedyś się zepsuło. Miała wrażenie, że w stosunku do niej zmienił się całkowicie. Zawsze wiedziała, że był czuły i romantyczny, jednak w przeciągu tych kilku miesięcy poznała również inną wersję Zielińskiego. Opiekuńczego mężczyznę, który zrobiłby dla niej wszystko. Przez długi czas próbowała udawać, że jego zachody na nią nie działają. Niestety zawsze wieczorami wracała myślami do przeszłości, która należała do niego. Kochała go, choć nadal nie wiedziała czy jest w stanie mu zaufać i wrócić do związku z Zielińskim. Brakowało jej jego bliskości, w jego obecności czuła się bezpieczna. Przygryzła delikatnie wargę uważnie się mu przyglądając. Leżąc na trawie, z rękoma pod głową z uśmiechem na twarzy nucił pod nosem jakąś melodię. Nie wiedziała jednak jak powinna się zachować. Chciała go pocałować, jednak bała się tego, jak to wszystko mogłoby się skończyć. 
-Połóż się obok, chmury są wyjątkowo ciekawe. - rzucił na chwilę wbijając w nią swój wzrok ukryty za ciemnymi okularami. Posłała mu lekki uśmiech, po czym zrobiła tak jak powiedział. Musiała przyznać, że piłkarz miał rację. Zawsze ją miał i to jej imponowało. Był inteligentny i zawsze wiedział co powiedzieć. Wiele jego poglądów politycznych było neutralnych, takich do których nie można było się przyczepić. Był szarmancki i uroczy. Wiedział jak się zachować. Zaskakiwał ją, bardzo to lubił a ona nigdy się mu nie sprzeciwiała. Zamknęła oczy mając nadzieję na chwilę zapomnienia. Poza nim, nie miała nikogo, ani wcześniej, ani później. Kochała tylko jego, i tylko jego chciała mieć u swojego boku. 
   W pewnym momencie poczuła gdzieś na wysokości swojej szyi jego oddech. Idealny, miarowy, taki jaki przez pewien czas budził ją, każdego możliwego ranka. Wtedy czuła się najbardziej szczęśliwa. Mając go obok siebie, wiedziała, że wszystko jest o wiele łatwiejsze. Otworzyła oczy natrafiając na jego badawcze spojrzenie. Robił wszystko, aby mu zaufała, aby mu wybaczyła, aby to właśnie jemu uwierzyła. Doceniała jego starania, imponował jej swoją determinacją. Uśmiechnął się, puszczając jej oczko, po czym bez słowa położył głowę na jej brzuchu i wrócił do przyglądania się kłębiastym chmurom. A ona uśmiechnęła się pod nosem, po czym delikatnie zaczęła przeczesywać jego włosy. Postanowiła dać mu szansę, nie wiedziała jeszcze kiedy uda jej się na nowo stać się częścią jego życia. Wiedziała jednak, że na pewno to zrobi. 


      Zosia Krawczyk wracała właśnie z krótkiego spaceru po malowniczym Arłamowie, z uśmiechem na twarzy i kolorowym kwiatem w dłoni. Czas zgrupowania reprezentacji Polski zbliżał się szybko ku końcowi, a ona miała wrażenie, że zżyła się ze wszystkimi tak mocno, że dłuższy czas bez nich nie miałby sensu. Najbardziej jednak zżyła się z Bartoszem Kapustką, na którego mogła liczyć zawsze, gdy zachodziła taka potrzeba. Piłkarz pojawiał się obok niej w momentach, w których go potrzebowała. Bała się jednak przyznać przed samą sobą, że jest dla niej ważny. Będąc z nim, chociażby w święta w gronie jego rodziny, poznała cichego, skromnego, ale bardzo ciepłego piłkarza. Na samo wspomnienie świąt w domu małżeństwa Kapustków uśmiechnęła się szeroko, wąchając pięknie pachnący kwiat. Nie zdawała sobie sprawy, że podczas całego spaceru nie była zupełnie sama. Tuż za nią, podążał Bartek uśmiechając się pod nosem. Imponowała mu, rozkochiwała w sobie nie wiedząc o istnieniu tego faktu.  
-Zocha? - stanęła jak wryta słysząc mocny męski głos. Nie pewnie odwróciła się w kierunku nadawcy tego krótkiego słowa. W pierwszej chwili na jej twarzy pojawiło się zdziwienie, aby ostatecznie oddać miejsce pięknemu, szczeremu uśmiechowi. Bartosz widząc jak Zosia przytula się do tajemniczego mężczyzny, stracił wcześniejszy wyraz twarzy, spuścił głowę i powolnym krokiem skierował się do hotelu. 
-Filip, co ty tu robisz? - zapytała. Uśmiechnął się przekręcając głowę w kierunku parku, w którym na ławce siedziała ładna blondynka z małym dzieckiem na kolanach.
-Dziadkowie Basi mieszkają pod Arłamowem. Przyjechaliśmy do Ciebie i do Tomka u Beaty byliśmy rano, chcieliśmy zaprosić was osobiście na nasz ślub. - odpowiedział całując siostrę żony swojego brata w czoło. Krawczyk rozpromieniła się machając narzeczonej Filipa Leśniaka. Kobieta uśmiechnęła się do niej szeroko, odpowiadając identycznym gestem. Chwyciła synka i z uśmiechem na twarzy skierowała się do swojego przyszłego męża i jedynej dziewczyny, o którą nie była zazdrosna.
-Chodźcie do hotelu. - powiedziała biorąc od Barbary małego Bartka, którego kochała tak samo jak dzieci swojej siostry. 
      Bartosz opadł wzdychając na sofę, na której siedzieli Piotr Zieliński i Arkadiusz Milik. Obaj piłkarze posłali w jego kierunku spojrzenia, na które on nie zwrócił najmniejszej uwagi. Piszczek z Lewandowskim, oglądający dotąd jeden ze swoich ulubionych seriali również dostrzegli posępną minę młodego pomocnika. Tomek Leśniak, który wraz z Julia opuścił kuchnię i pojawił się w "salonie" z talerzem wypełnionym słodkimi przekąskami również zaciekawił się dość nietypowym zachowaniem Kapustki.
-Dobra, mów co się dzieję! - rozkazał mocnym głosem Artur Jędrzejczyk, co natomiast spotkało się z wymownym spojrzeniem Liliany siedzącej na kolorowej pufie obok Kamila Grosickiego. Bartek rzucił mu krótkie spojrzenie, po czym wzruszył ramionami. Gdy chciał coś odpowiedzieć w pomieszczeniu pojawiła się Zosia z szerokim uśmiechem na twarzy i niespełna półrocznym chłopczykiem na rękach. Wszyscy poza kucharzem reprezentacji byli zdziwieni takowym widokiem. Bartek również, do momentu,w którym w pomieszczeniu pojawił się widziany wcześniej przez niego mężczyzna wraz z blondynką, której wcześniej nie widział. 
-No nie, brat marnotrawny się pojawił! - Tomek zaśmiał się podchodząc do nieco wyższego i szczuplejszego od niego mężczyzny. Filip posłał mu sympatyczny, ciepły uśmiech przytulając się do starszego brata. -Co jeszcze go nie zostawiłaś? - pytanie i piękny uśmiech posłał pięknej blondynce stojącej obok młodszego z Leśniaków. Dziewczyna pokiwała mu z dezaprobatą głową, po czym pocałowała go w policzek. 
-Filip i Basia mają dla Ciebie wyśmienitą wiadomość. - powiedziała Zosia stając obok Julii, która biorąc chłopca na ręce zakochała się w nim, od pierwszego wejrzenia. Chwilę później obok nich pojawiły się Liliana, Gabrysia i Marysia również zauroczony małym chłopcem zawiniętym w kolorowy kocyk. Również Łukasz Piszczek i Kamil Grosicki zaciekawili się małym dzieckiem. 
-Znowu zostanę wujkiem? - zapytał ze śmiechem.
-Bierzemy ślub. - odpowiedział mu Filip a Tomek głośno odetchnął.
-No, a już myślałem, że trzeba będzie was siłą zaciągnąć do kościoła. - powiedział wywołując uśmiech na twarzach wszystkich obecnych w pomieszczeniu. Gdy rozradowany zaczął ściskać swojego brata i przyszłą bratową w pomieszczeniu pojawił się Adam Nawałka i Zbigniew Boniek, którzy na widok blondynki i szatyna stanęli jak wryci. 
-A panowie, co ducha zobaczyli? - zapytał roześmiany Jędrzejczyk.
-Zbyszek uszczypnij mnie, bo chyba śnię. - powiedział Nawałka uważnie wpatrując się w dwójkę gości, stojących w pomieszczeniu. Filip rzucił Basi porozumiewawcze spojrzenie, co spotkało się z delikatnym uśmiechem na jej twarzy.
-Nie śnisz, bo ja też ich widzę. No chyba, że obaj mamy ten sam sen. - odpowiedział mu prezes związku, sprawiając, że wszyscy obecni w pomieszczeniu zmarszczyli brwi ciekawi powodu takiego zachowania dwóch mężczyzn. 
-Nie, to nie sen. - piękny, aksamitny głos tajemniczej blondynki rozniósł się po pomieszczeniu. 
-Dzieci wy moje, powiedzcie, że wracacie do Polski i reprezentacji. - zachowanie Nawałki wydało się nieco groteskowe wszystkim poza Bońkiem i Tomkiem Leśniakiem. 
-Bez was to ta machina nie ma żadnych perspektyw na przetrwanie. Zatoniemy jak Titanic. - skomentował Boniek. Filip zaśmiał się. Przez wiele lat pomagał reprezentacji Polski zupełnie niezauważony przez piłkarzy. Barbara również robiła bardzo wiele, aby wszystko działało na sto procent. Właśnie tak się poznali. A gdy dostali pracę w dużym, angielskim klubie z bólem serca wyjechali do Manchester'u. Wrócili do Polski i mieli cichą nadzieję na jakiś angaż na starych śmieciach. 
-Wracamy do Polski. - obaj mężczyźni uśmiechnęli się szeroko. - No i tak pomyśleliśmy, że może coś by się dla nas znalazło do zrobienia. - Leśniak zaśmiał się przytulając do siebie Basię. Płacz małego chłopca sprawił, że Piszczek lekko dźgnął łokciem Lewandowskiego, który obudził śpiącego chłopca.
-Widzisz co zrobiłeś idioto? - zapytał wbijając w Roberta oskarżycielskie spojrzenie.
-Tatusiem jesteś, pokaż co potrafisz. - odbąknął mu kapitan reprezentacji. Piszczek zamachnął się, jednak nie wyprowadził ciosu, ponieważ mały chłopiec na jego widok uśmiechnął się szeroko. Zauroczony nim Łukasz westchnął uśmiechając się do niego słodko i bez słowa podszedł do pufy, siadając na niej.
-No i nie zobaczycie więcej swojego synka. - stwierdziła Julia uważnie obserwując obrońcę Borussi Dortmund. Basia i Filip zaśmiali się w odpowiedzi, a Nawałka i Boniek wymienili się porozumiewawczymi spojrzeniami. 
-Macie dziecko? - zapytał Łukasz Wiśniowski pojawiając się w pokoju, co dziwne, bez swojej kamery. 
-Mamy. Bartuś ma sześć miesięcy. - odpowiedziała na jego pytanie Basia uśmiechając się do Filipa i całując go przelotnie w policzek. 
-Wiecie co? To świństwo, żeby mi nic nie powiedzieć. - bąknął Wiśniowski odwracając głowę i krzyżując ręce na klatce piersiowej. Leśniak rzucił Bachledzie porozumiewawcze spojrzenie.
-Wiśnia, właśnie przyjechaliśmy po to, żeby zaprosić Cię na nasz ślub. - powiedział Filip, sprawiając, że Łukasz jedynie zaśmiał się pod nosem. Musiał przyznać, że tęsknił za Filipem i Basią, z którymi bardzo dobrze się dogadywał i dzięki nim znalazł pracę w reprezentacji Polski. I nie tylko to.
-Gniewam się już trochę mnie, ale jednak nadal się gniewam. - odpowiedział. Basia westchnęła jedynie. Właśnie za tym tęskniła mieszkając w Manchesterze. Brakowało jej przyjaciół i rodziny. 
-Jestem dziadkiem. - stwierdzenie Adama Nawałki sprawiło, że wszyscy uważnie się mu przyjrzeli.
-Ja też jestem dziadkiem. - Zbigniew Boniek również wpatrywał się w małego chłopca. 
-No właśnie chodzi o to, że szukamy rodziców chrzestnych dla naszego Bartka. - dodał po chwili Leśniak.
-Macie z czego wybierać. - westchnął Krychowiak z uśmiechem na twarzy wpatrując się w wianuszek dziewczyn i kilku mężczyzn znajdujących się nad Piszczkiem trzymającym w swoich silnych ramionach małego chłopca.
-A masz jakąś propozycję? - zapytał zaciekawiony jego odpowiedzią Filip.
-Piszczek musi być, bo inaczej to wam porwie waszego szkraba. A co do kobiety, to macie dowolność, wszystkie są w nim jednakowo zakochane. - odpowiedział mu Grzegorz.
-Swoją drogą to chyba pierwszy mężczyzna, w którym na raz zakochały się wszystkie pięć. - dodał Milik uważnie się im przyglądając. 
-Najlepiej będzie jak przemyślicie swój wybór. - dodał Bartek Kapustka uśmiechając się do nich promiennie. Jego młodszy imiennik uśmiechnął się do niego lekko.
-Ty wybierasz. - powiedział szybko Filip, sprawiając, że na twarzy Basi pojawił się mroczny uśmiech.
-Zawsze męskie decyzje w tym związku muszę podejmować ja. - westchnęła a on jedynie delikatnie cmoknął ją w policzek, wypinając pierś i udając się na ratunek swojego ukochanego synka.


♦♦♦



Podobny obraz

Witajcie, kochane !

Rozdział 32 kłania się wam nisko. Nowi bohaterowie nieco rozśmieszyli, trochę potrząsnęli reprezentacją i potrząsną jeszcze nie raz. Dziś Piotr Zieliński i Bartek Kapustka zajęli główne miejsce w rozdziale, ale mam nadzieję, że nie obrazicie się na mnie o to. W następnym znów pojawi się więcej Arka i Grześka, ale tych dwóch dżentelmenów również będzie miało swój udział w kolejnych rozdziałach tego opowiadania. 
Pozdrawiam gorąco was w ten biały, zimowy dzień, który za oknami cieszy oko. 


Evie.