czwartek, 13 października 2016

Rozdział XVIII - 'Mam obawy, że jej to już niedługo nawet psychiatra nie będzie w stanie pomóc.'

Rozdział osiemnasty ~ Tajemniczy nieznajomy z internetu, kobieca przyjaźń, wyznania i przyszła synowa.


23 lipiec 2016 r.

Częstochowa, Polska

        Szatynka ubrana w ciemne spodnie jeansowe, biały podkoszulek i kremową marynarkę przechadzała się częstochowskim parkiem. Ciemne okulary przeciwsłoneczne pomagały jej uniknąć natarczywych i drażniących oczy promieni słońca. Spojrzała na wyświetlacz swojego telefonu, sprawdzając godzinę. Westchnęła dochodząc do wniosku, że czas już minął a chłopaka poznanego w internecie nie było. Po nieudanym związku z Mario Götze próbowała znaleźć kogoś, kto mógłby ją wysłuchać, doradzić, pomóc pozbierać się po miłosnej katastrofie. Owszem miała Julkę, bez której pewnie już dawno wpadłaby w depresję. Miała swojego kuzyna Łukasza, który robił dla niej bardzo wiele, ale ona potrzebowała kogoś kto bezinteresownie pozwoli jej otworzyć swój umysł i serce. I właśnie w tajemniczym chłopaku, poznanym na czacie internetowym znalazła prawdziwego przyjaciela. Odwróciła się słysząc głośne chrząknięcie i po prostu osłupiała. Tuż przed jej nosem stał Mariusz Stępiński ubrany w ciemne spodnie, kraciastą koszulę i ciemną marynarkę z pojedynczym kwiatem herbacianej róży w dłoni. On również nie mógł uwierzyć w to co widzi. Nie sądził, że dziewczyną poznaną w internecie okaże się być kuzynka Piszczka. Kolejny raz odchrząknął jednak tym razem nieco ciszej i mniej pewnie. Zastanawiał się, czy dobrze zrobił przychodząc na to spotkanie. Gdyby wiedział kim jest dziewczyna, na pewno by się tutaj nie pojawił. Ich znajomość nie zaczęła się tak, jakby tego chciał. Chociaż z drugiej strony mogli zacząć wszystko od nowa, od początku z czystą kartą. Delikatny uśmiech na twarzy dziewczyny, jedynie dodał mu pewności siebie. Podał jej kwiat i uśmiechnął się do niej promiennie. 
      Kilka razy był w Częstochowie, jednak od strony, którą pokazała mu Anna nie znał tej miejscowości. Zobaczył chyba, każde miejsce, które jest warte uwagi turysty. Choć nie urodziła się w Częstochowie, znała ją od podszewki spełniając w niej większość swojego życia. Od wielu lat mogła liczyć jedynie na swoją babcię, która wspierała ją w jej życiowych wyborach. Gdyby nie ona i Łukasz, Anna już dawno zatraciłaby swoje marzenia. Gdy stanęli przed furtką prowadzącą na posesję jej babci, uświadomili sobie, że czas spędzony w swoim towarzystwie minął im zdecydowanie zbyt szybko. 
-Nie zapomnij o mnie w Monachium. - szatynka zaśmiała się słysząc słowa Mariusza. Odetchnęła z ulgą dowiadując się, że Götze odszedł z monachijskiego klubu. Została wiedząc, że będzie od niego wolna. 
-Nie mam zamiaru tego zrobić. - nie spuszczała z niego swojego wzroku. Zaskoczył ją pozytywnie a ona czuła się głupio oceniając go z góry, na tych pamiętnych urodzinach kuzyna. Miała nadzieję, że udało jej się, choć w pewnym stopniu zatrzeć złe wrażenie. Mariusz natomiast cały czas, z uśmiechem na twarzy, przyglądał się swojej towarzyszce. Nie mógł pojąć, dlaczego Mario Götze ją zdradził. Jego zdaniem była wręcz idealna. Piękna, sympatyczna, z charakterkiem, nieco bardziej nerwowa niż Julia. Gdyby on miał to szczęście co Niemiec, robiłby wszystko aby jej nie stracić. 
-Jedź ostrożnie. - powąchała kolejny raz piękny kwiat róży, po czym wspięła się na palce i cmoknęła Stępińskiego w policzek. -Do zobaczenia. - dodała znikając w zielonej altance. Mariusz wziął głęboki oddech, uśmiechnął się pod nosem wkładając dłonie do kieszeni swoich spodni. Postał tak jeszcze chwilę, po czym odszedł w kierunku swojego samochodu zaparkowanego na jednym z częstochowskich parkingów. Nie wiedział, że z okna na piętrze dwie przyjaciółki z uśmiechami na twarzach odprowadzały go wzrokiem.
    Julia rzuciła Annie pełne żalu spojrzenie, gdy wyjrzała przez okno z jej pokoju. Ania stojąca obok niej jedynie wzruszyła ramionami. Wiedziała, że będzie się musiała tłumaczyć, ale sama takim obrotem spraw była zaskoczona. Nigdy nie przypuszczałaby, że tajemniczym facetem poznanym w internecie będzie właśnie Stępiński. Gdy piłkarz zniknął z oczu obu dziewczynom, Ania odeszła od parapetu mając w zamiarach wzięcie ciepłego prysznica.
-Zołza. - Kowalczyk rzuciła jej spojrzenie mówiące jasno, że ma wielki żal do swojej przyjaciółki. 
-Że niby ja? - spytała zdziwiona komentarzem swojej najlepszej przyjaciółki. Julia pokiwała jej z aprobatą głową i wbiła wymownie spojrzenie w kwiat róży znajdujący się w długim wazonie, stojącym na okrągłym, drewnianym stoliku. 
-Nie, ja. - rzuciła z sarkazmem. -Umawiasz się z Mańkiem i nic mi o tym nie mówisz. - Ziółko jedynie przewróciła oczami. Choć ich przyjaźń miewała różne fazy, najważniejszym dla obu studentek najważniejsze było to, że mogły na siebie liczyć. Poza tym nic się nie liczyło. A dodatkowe atrakcje były w ich przypadku bardzo mile widziane. 
-Tłumaczę Ci moja kochana kretynko, że nie wiedziałam kim jest. - odpowiedziała, rzucając na jedno z dwóch pojedynczych łóżek stojących w dużym, bardzo kobieco urządzonym pokoju. Kowalczyk parsknęła śmiechem, rzucając w przyjaciółkę jedną z poduszek ułożonych na sofie stojącej pod oknem. Ziółko jedynie popukała się w czoło i zaśmiała pod nosem. 
-A co tam u naszych balowiczów? - zapytała przypominając sobie o ślubie w Sevilli, na który wybrali się Grzesiek z towarzyszącą mu Marysią. 
-Właśnie! - Kowalczyk krzyknęła zeskakując z parapetu i rzucając się na jedno z łóżek, na którym stała jej torba, w której swobodnie leżał jej telefon. Anka jedynie westchnęła, nad głupotą swojej przyjaciółki, przecierając czoło i kręcąc nerwowo głową. 
-Zwariowała bez spędzania czasu z Arkiem. - szepnęła cicho, jednak do uszu Julii, owe stwierdzenie dotarło. Nie dała jednak tego po sobie poznać. 
-Mam. - powiedziała sama do siebie, uśmiechając się pod nosem. Podeszła do Anny, przytykając jej przed nos swojego smartphone'a, na którego wyświetlaczu znajdowało się zdjęcie Marysi i Grzesia wraz ze znajomymi piłkarza z hiszpańskiego klubu. 
-Ładnie razem wyglądają. - Ziółko rozmarzyła się, kładąc na swoich kolanach ciemną poduszkę. 
-No. - Kowalczyk pokiwała głową wpatrując się w zdjęcie, które przysłała jej Marysia Fabiańska. 


Sevilla, Hiszpania

-Wiedziałam, że to się właśnie tak skończy. - Jessica Melena opadała na drewniane krzesło, okryte białym materiałem, przy stole w sali weselnej. Westchnęła patrząc jak jej mąż wraz ze swoimi przyjaciółmi doprowadza się do makabrycznego stanu. Siedząca obok niej partnerka Vitolo jedynie zaśmiała się pod nosem. Nie miała do swojego partnera, żadnego żalu, bo wiedziała, że potrzebuje takiej odskoczni. Fabiańska przyglądała się kobietą z uznaniem i lekką zazdrością. Były bardzo sympatycznymi kobietami, nie widzącymi świata poza swoimi partnerami. 
-Odwiozę was. Ciro już wystarczy na dzisiaj.  - żadna z kobiet nie spostrzegła, gdy obok stolika pojawił się Krychowiak. Posłał kobietom delikatny uśmiech, zwracając się do złej Jessici. Kobieta uśmiechnęła się do niego delikatnie, dziękując tym samym za jego propozycję. -Marysia jedziesz z nami, czy mam po Ciebie wrócić? - zwrócił się do blondynki, która jedynie pokiwała mu z aprobatą głową, podnosząc się z krzesła. Pożegnała się z siedzącymi przy stole gośćmi weselnymi. Po czym wraz z Grzegorzem, Ciro i Jessicą skierowali się do wyjścia i na parking przed salą, gdzie znajdował się samochód byłego piłkarza Sevilli.
-Grześ a ty i Mary to coś ten tego, no? - Krychowiak zrobił wielkie oczy słysząc pytanie swojego przyjaciela. Odetchnął głęboko oglądając się za siebie i dostrzegając, że blondynka wraz z żoną Ciro szła kawałek od niego. 
-Wsiadaj do samochodu i nie gadaj. Za dużo się dziś napiłeś. - Krychowiak otworzył przednie drzwi samochodu, pomagając przyjacielowi wsiąść do niego. Chwilę po tym jak zamknął drzwi swojego auta, obok niego pojawiły się Jessica i Marysia bardzo zafascynowane konwersacją jaką prowadziły. Obie uśmiechnęły się do niego i zajęły tylne miejsca. 
    Po odwiezieniu Jessici i Ciro do ich domu pod Sevillą, Grzegorz i Marysia udali się do mieszkania Krychowiaka, które mieściło się w centrum miasta. Gdy znaleźli się w mieszkaniu, pożyczyli sobie 'dobrej nocy' i każde udało się do swojego pokoju. Krychowiak pozbył się swojego garnitury przesiąkniętego dymem tytoniowym i zapachem alkoholu. Lubił takie imprezy, z pewnymi wyjątkami. Zaśmiał się przypominając sobie sytuacje z początku przyjęcia. Zawsze sądził, że kłótnie między jego kolegami a ich partnerkami. Darmowe komedie, które lubił. Zarzucił na ramiona jasny podkoszulek i ciemne szorty, po czym położył się na łóżku. Podniósł się z niego po chwili, z zamiarem zrobienia sobie gorącej herbaty. Schodząc po drewnianych schodach, zauważył delikatne światło wydobywające się z małej kuchni. Cicho zrobił kilka kolejnych kroków stając w progu pomieszczenia. Oparł się o framugę drzwi i uważnie przyglądał się blondynce stojącej do niego tyłem. Ubrana była w koszulkę swojego brata, która gdy sięgała do szafki po porcelanowy kubek, podwijała się tak, że jego oczom ukazywały się piękne nogi blondynki. Uśmiechnął się pod nosem. Zawsze uważał, że kobiety powinny pokazywać swoje atuty, były w końcu płcią piękną. Maria chwyciła kubek i odwróciła się na pięcie, podskakując w miejscu i wylewając część trunku na jasną posadzkę.
-Przestraszyłeś mnie. - powiedziała, biorąc kawałek ręcznika papierowego i wycierając nim zalaną herbatą posadzkę. Gdy wrzuciła papier do szarego kosza na śmieci zorientowała się, że coś nie jest tak, jak powinno. Spojrzała na Krychowiaka lekko przymrużonymi oczami, jednak ten stał w progu kuchni tak, jakby właśnie brylował po oceanach swojego świata. Zaskakiwał ją, na każdym kroku. I to chyba jej w nim najbardziej imponowało. Stanęła tuż przed jego nosem, po czym pstryknęła palcami. Lekko podskoczył, a przerażenie wkradło się na jego twarz. Mimo to uśmiechnął się do niej sztucznie, zupełnie tak jakby scena zarejestrowana chwilę wcześniej nie miała nigdy miejsca. Kolejny raz w ciągu kilku minut zlustrowała go jednoznacznym spojrzeniem. Zawsze sądziła, że faceci są najprostszymi instrumentami natury ludzkiej, jednak obserwując zachowanie piłkarza Paris Saint -Germain, zaczęła nieco obalać wcześniej wysuniętą teorię. 
-Napijesz się wina? - zapytał w pewnym momencie, wskazując ruchem głowy na wiszącą w rogu pomieszczenia, drewnianą półkę z czterema butelkami, czerwonego, procentowego trunku. Pokiwała mu z aprobatą głową, mając nadzieję, że po alkoholu piłkarz będzie bardziej rozmowny. 
    Okryła się szczelnie kocem, siadając na dużej sofie w salonie mieszkania należącego jeszcze do piłkarza francuskiego klubu. Musiała przyznać, że ten kto urządzał wnętrze całego metrażu, znał się na rzeczy. Sama lubiła stonowane kolory i nowoczesność połączoną z elegancją. Jej mieszkanie w Zielonej Górze było małe, ale dzięki odpowiedniemu doborowi kolorów i mebli zyskiwało na przestrzeni. Czuła się w nim dobrze, choć przebywała w nim tylko wtedy, gdy pracowała w szpitalu. Od roku mieszkanie stoi puste, pracy w szpitalu nie ma, a ona sama zatrudniła się w kadrze polskiej reprezentacji w piłce nożnej. Zaśmiała się na samą myśl o tych faktach. Wszystko miało być inaczej, zupełnie inaczej. Wyszło jak zwykle i chyba nie ma się czym dziwić. Jej rozmyślenia przerwał szatyn wchodząc do salonu z otwartą butelką wina i dwoma kieliszkami, które po chwili napełnił trunkiem z butelki. Postawił je na szklanym stoliku a sam zajął wolne miejsce obok blondynki. Podał jej jeden z kieliszków, na co kobieta skinęła mu delikatnie głową. Uśmiechnął się do niej delikatnie, po czym pociągnął długi łyk czerwonej cieczy. Marysia miała złe przeczucia, wiedziała, że coś musiało być na rzeczy. Ona w odróżnieniu do piłkarza, umoczyła jedynie swoje usta w alkoholu. Grzegorz odłożył prawie pusty kieliszek na stolik, po czym skulony usiadł w kącie sofy. Fabiańska nie wiedziała co powinna zrobić, jeszcze kilka minut wcześniej miała do czynienia z zupełnie inną wersją Krychowiaka. 
-Wszystko w porządku? - zapytała siadając obok niego. Przeniósł na nią swój wzrok. Chciał aby znalazła odpowiedzi na wiele nurtujących go pytań. Chciał je jej zadać, ale nie potrafiła, albo po prostu nie chciał tego zrobić. Nie chciał pokazać jej, że cierpi z powodu miłości, której już w nim nie było. Zazdrościł Wojtkowi kochającej żony, on też chciał mieć kogoś takiego przy swoim boku. Bał się wypowiedzieć treść tego marzenia, wiedząc, że na pewno się nie spełni. Wziął głęboki oddech a czując jej ciepłą, delikatną dłoń na swojej, poczuł jakby dostał nowych sił. Przy niej życie wydawało się być zdecydowanie mniej skomplikowane a słowa przychodziły same, zupełnie same. Błądził wzrokiem po całym pomieszczeniu, by po upływie kilkudziesięciu sekund powrócić do początku wędrówki. Poczuła jak delikatnie zdejmuje jej dłoń ze swojej, po czym zamyka ją w swojej. Zaczynała się o niego bać. 
-Miałem nadzieje, że moje życie będzie łatwiejsze. Chciałem być szczęśliwy, chciałem spełniać swoje marzenia. Mieć kogoś kto odda mi cząstkę siebie i przyjmie cząstkę mnie. Gdy miałem wrażenie, że to wszystko mam, to wszystko zniknęło a ja zostałem jedynie z piłką, która trzymała mnie przy życiu. - spojrzał na nią intensywnym spojrzeniem, zauważył w kąciku jej oczu łzy. Wzruszył ją tym co jej powiedział. Nie sądziła, że jest tak dobrym aktorem. Nigdy nie powiedziałaby, że cierpi. Nigdy nie pomyślałaby o tym jak bardzo wrażliwą jest osobą. I w tamtym momencie doszła do wniosku, że musi być blisko niego. 



Dębica, Polska

    Bożena Jędrzejczyk nerwowo przemierzała kolejną długość salonu połączonego z jadalnią, dokładanie sprawdzając, rozłożone na stole talerze, sztućce i serwetki. Poprawiła kilka razy, idealnie wyprasowany biały obrus, czym rozśmieszyła swojego męża. Roman Jędrzejczyk pokiwał głową komentując zachowanie swojej żony. Wiedział, że kobieta chciała zrobić dobre wrażenie na przyszłej matce dziecka jej syna i zarazem jej wnuczka. Choć wiedziała, w jaki sposób do wszystkiego doszło miała nadzieję, że tym razem jej syn będzie szczęśliwy. Spojrzała na swojego męża, po czym jedynie fuknęła pod nosem. Miała dość jego jednoznacznych spojrzeń, wiedziała bowiem do czego zmierza.         Zawsze sądził, że jest nie do końca normalna, ale za to ją kochał. Kobieta poprawiała pojedynczą różę w długim, wąskim wazonie, gdy dostrzegła samochód swojego syna wjeżdżający na podwórze. Musiała przyznać sama przed sobą, że na samą myśl o spotkaniu z Katarzyną Woźnicką jej serce zaczynało bić nie co szybciej. Wiedziała bowiem, że dziewczyna nie ma rodziców i trudno jej się będzie zmierzyć z faktem, że po wielu latach ta sytuacja ulegnie zmianie. Chciała być dla niej prawdziwą matką, do której zawsze będzie mogła przyjść bez względu na wszystko. Poprawiła elegancką bluzkę i już po chwili drzwi wejściowe skrzypnęły i słychać było szmery w przedpokoju.          Pan Jędrzejczyk podniósł się ospale z kanapy, co spotkało się z morderczym spojrzeniem jego żony. Mimo wszystko nie przejął się nim. Zawsze podchodził do niej nieco inaczej niż do pozostałych ludzi. Bożenę zawsze traktował inaczej. Podszedł do żony, równie powolnym krokiem, stanął obok niej w momencie, w którym drewniane drzwi oddzielające przedpokój od salonu, pod naporem siły z drugiej strony uchyliły się a ich oczom ukazał się Artur z bukietem kwiatów dla swojej rodzicielki. Podszedł do matki, całując ją w policzek, gdy w progu salonu pojawiła się blondynka z butelką czerwonego wina w dłoni. Uśmiechnęła się nie pewnie, dostrzegając spojrzenia rodziców Jędrzejczyka. Jednak już po chwili poczuła się pewniej, gdy pani domu odpowiedziała jej szczerym uśmiechem. Podeszła do blondynki i tak po prostu ją przytuliła. Zawsze chciała mieć córkę i teraz właśnie nadarzyła się okazja aby takową mieć. Woźnicka odetchnęła głęboko. I poczuła, że może mieć szansę na normalną rodzinę, o ile sama nie postanowi tego zniszczyć. 
-Siadajcie do stołu, mama zaraz poda obiad. - Roman uścisnął mocno swojego syna, jednocześnie uśmiechając się do blondynki stojącej obok jego żony. Miał nadzieję, a nawet wierzył w to, że tym razem jego syn trafił do bramki i tego meczu nie pozwali sobie przegrać. 
-Ja pani pomogę. - zaproponowała blondynka, jednak widząc jednoznaczne spojrzenie Bożeny spuściła wzrok. 
-Kochanieńka, ty musisz na siebie uważać, przede wszystkim. Przecież nikt z nas nie chcę, żeby dziecko było w jakimkolwiek stopniu podobne do Artura i jego ojca. - rzuciła, co obaj mężczyźni skomentowali zdziwionymi minami. -Dam radę sama. My kobiety musimy liczyć, wyłącznie na siebie. - dodała znikając w kuchni. Roman Jędrzejczyk westchnął, odbierając od miłej blondynki prezent. Postawił butelkę na stole, po czym usiadł na krześle. 
-Z Twoją matką jest coraz gorzej. Mam obawy, że jej to już niedługo nawet psychiatra nie będzie w stanie pomóc. - skwitował, wywołując na twarzach syna i przyszłej synowej delikatne uśmiechy. 


♦♦♦

Znalezione obrazy dla zapytania artur jędrzejczyk arek milik

Witajcie kochane.

Oglądałyście wtorkowy mecz z Armenią? Ja osobiście o mało co nie dostałam palpitacji serca. Panowie chyba obrali sobie za punkt honoru, doprowadzić wszystkich Polaków do zawału serca. Natomiast niedzielny mecz z jednej strony dobry, z drugiej zły. Szkoda Arka i Łukasza. Obaj są bardzo wartościowi i sądzę, że bez nich to nie jest ta sama drużyna, ale może się mylę. 
Co do rozdziału, to sama nie wiem co mogłabym napisać. Opinię pozostawiam wam. 
Do następnego kochane, pozdrawiam.






13 komentarzy:

  1. Hey ☺
    Rozdział mega i czekam na następny 😄👏👏👏
    Co do meczu to prawie się popłakałam po bramce Lewego.😂😂😥
    Pozdrawiam ✋👐

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochana. ;)
      Pozdrawiam.
      Evie.

      Usuń
  2. Jestem 😁😁 narobiłam wszystkie rozdziały jakich nie czytałam i jestem pod ogromnym wrażeniem. Tyle rzeczy mnie tutaj opuściło aż strach pomyśleć co by bylo jakbym tego nie przeczytała. Ciąża, sprzeczki, żarty, rosnące miłości, wyjazd na ślub. Za to kocham to opowiadanie. Tu się cały czas coś dzieje i nawet na chwilę nie ma odpoczynku. Nie powiem, w pewnych momentach brakowało mi tego pocałunku jak np po weselu w Hiszpanii 😍😎 ale mam nadzieje, że kiedyś się doczekam 😄
    Nie wiem co tutaj mam więcej powiedzieć. Każdy rozdział jest boski i mega się ciesze, że mogę go czytać. Mam nadzieje, że szybko go nie skończysz.
    Czekam na więcej 😍
    Zapraszam do siebie 😉
    Besos 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że to opowiadanie oceniasz tak entuzjastycznie. Jest mi na prawdę miło, że kochasz moje opowiadanie, na prawdę. Kochana, tu się będzie jeszcze dużo dziać, obiecuję :)
      Pożyjemy, zobaczymy... a propos pocałunku.
      Nie, no w planach mam jeszcze dwadzieścia rozdziałów, więc jeszcze długo się mnie nie pozbędziesz.
      Do Ciebie wpadnę, obiecuję. ;)
      Dziękuję kochana za komentarz raz jeszcze.
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  3. Przepraszam, przepraszam, przepraszam, ale w końcu tu dotarłam! Nie znoszę robić sobie zaległości w czytaniu, ale zdarza się :(
    Naprawdę podoba mi się tu to wszystko, bo nie ma tu typowo jednej pary, a jest kilka. I tutaj szacun dla Ciebie za ogarnianie tego :D W każdym jest tu coś ciekawego.
    Czekam na kolejny i lecę czytać Piszcza :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie musisz przepraszać, na prawdę nie musisz. Każdemu się zdarza, rozumiem Cię ;)
      Jakoś udaje mi się to ogarnąć, jeszcze się nie pogubiłam ... jeszcze(?) ;)
      Kolejny w czwartek.
      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz.

      Usuń
  4. Jestem!
    Jak dla mnie, rozdział jest naprawdę fajny, wszystko cudnie się czyta ^^
    Powiem szczerze, że podziwiam cię za ogarnianie tych wszystkich wątków, bo sporo tu się dzieje, ja już pewnie dawno bym się pogubiła :D
    Czekam na więcej, weny!
    A co do meczu, o jejciu... zawał był blisko, co jak co, ale chłopacy potrafią nam zafundował niezły emocjonalny rollercoaster :D
    Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podoba. Na prawdę to dla mnie bardzo dużo znaczy, że tu jesteś.
      Jakoś daje radę, na razie a zobaczymy jak będzie dalej.
      Kolejny w czwartek.
      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz.

      Usuń
  5. Super rozdział. Czekam na następny.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nareszcie nadrobiłam! Niestety nauka nie sprzyja czytaniu na bieżąco.
    Bardzo dużo się dzieje,Julka i Arek,Ania i Mariusz,Marysia i Grześ te coraz bliżej,wszystko pięknie. A Artur i Kasia z lekka zaskoczenie ale podoba mi się to,przeciez kto się czubi ten się lubi :D
    Czekam na dalsze losy i życzę weny zatem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!!! :-)
      Cieszę się,że znalazłaś odrobinkę czasu na moje opowiadanie.
      Jutro kolejny rozdział.
      Pozdrawiam.
      Evie.

      Usuń
  7. Maniek i te portale randkowe.... hahahahaha, chciałabym na niego tam trafić XDDD
    TAK, CIRO, MIĘDZY MARYSIĄ A GRZEŚKIEM COŚ TEN TEGO :D nie teraz, ale niedługo...:D
    ok, kocham rodziców Artura, są świetni!

    OdpowiedzUsuń